Uśmiechnęła się, obracając w palcach szklankę z wodą. Podniosła na niego wzrok, wsparła brodę na dłoni. Fala ciemnych włosów opadła łagodnie, przysłaniając jej twarz.
Obserwowała go bacznie, spod na wpół przymkniętych powiek. Mimo pierwszego dobrego wrażenia jakie wywarła na rozmówcy, daleko jej było od ucieleśnienia anioła.
Gwar, ludzkie głosy wypełniały salę, nie zostawiając skrawka wolnej przestrzeni. Obraz baru idealnie mieścił się ramach tajemnicy, a tkany był subtelną nicią, która łączyła wszystkich obecnych. Światło przegrywało walkę z cieniem; półmrok panoszył się po pomieszczeniu niczym pająk, pewny swej sieci. Słaby blask lamp stojących samotnie w kątach przypominał tlące się ledwo życie, zupełnie jakby ciemność wstrzyknęła już swój zabójczy jad.
Zapach papierosów wsiąkał powoli w ściany, mieszał się z duszącym powietrzem, wypełniał każdą szczelinę i każdy róg. Dla wilczego nosa był to wyjątkowo drażniący odór.
- Czemu nikt mnie nie zapytał o zdanie? - przechyliła głowę, nadal z uśmiechem spoglądając na Christiana. Nie miała ochoty na pogawędki. Rozmowa była formalnością, jedynie formalnością, której musiała dopilnować, żeby nie zdziczeć do końca wśród betonowej puszczy, gdzie los człowieka obchodzi ludzi tyle, co kurz na ich wypolerowanych pantoflach.
- Jestem Alfą - odparł spokojnie. Z tonu jego głosu mogła wywnioskować, że to zdanie jest odpowiedzią na większość zadawanych mu pytań. Przywódca, ważna osobistość. Miała ochotę wstać, skłonić się i wyjść, usiąść gdzieś nad brzegiem jeziora i wpatrywać się w nieruchomą taflę godzinami. Chciała być sama.
- Elizabeth - uraczyła go lekkim, prawie niezauważalnym skinieniem. Była tu obca i całkiem nowa, nie należała do tej społeczności, przynajmniej na razie. Była jedną z tych, które nawet po zaakceptowaniu przez innych stawała się jedynie tłem, podkładką do wybicia się innych. Nie przeszkadzało jej to. Każdy, kto kiedyś się wzniesie, musi ponieść konsekwencje upadku. Najczęściej sromotnego i dotkliwego.
<Christian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz