Usiadła niedaleko, opierając się rękami o zimną, zroszoną kropelkami nocy ziemię, odchyliła głowę do tyłu, wpatrując się w gwiazdy. Górujące i nad ludźmi i nad wilkami, nad biednymi i bogatymi, nad sławnymi osobistościami i zwykłymi szarakami wypełniającymi tło społeczeństwa. Lodowate, oddalone o tysiące mil, zawieszone na nieboskłonie, drwiły z codziennych ludzkich kłopotów, nieczułe na problemy. Przez tyle lat próbowała się do nich upodobnić... Ukryła twarz w dłoniach, nie radząc sobie z życiem. Miała dość tego miasta ślepców, gdzie każdy widział jedynie czubek własnego nosa.
- Wszystko dobrze? - głos chłopaka przedarł się przez ponure myśli. Spojrzała na niego i głupim, fałszywym uśmiechem celnie kopnęła w dupę wszystkie swoje prawdziwe odczucia. Ile razy były skopane i wepchnięte do komórki pod schodami? Nie liczyła od dziesięciu lat. Kiwnęła energicznie głową i wstała, strzepując z krótkich, jeansowych spodenek resztki trawy. Mimowolnie spojrzała na swoje grube uda. Udziska wręcz. Zawsze przez nie traciła humor.
- Masz papierosa? - zapytała z nadzieją. Paliła okazjonalnie. A taka okazja była dziś, przez uda. I wczoraj. I jutro pewnie też się znajdzie pretekst.
<Luca?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz