Uszy czarnego basiora lekko drgnęły, usłyszawszy jej wiadomość. Sprytnie swymi lekko nienaturalnymi wypowiedziami podprowadził obcą, by wyjawiła mu jakiekolwiek miejsce zdatne do spania i najwyraźniej intryga się udała, choć przebieg jej był co najmniej interesujący. W chwilę zbudził jej szczątkowe zaufanie - w końcu chce dać mu pozostać na swym terenie - i zdobył darmowe miejsce do wyłożenia się w miejscu siedem nieb wyższym niż ot, marny, najtańszy motel czy też tylne siedzenie samochodu, wygodne zdecydowanie na parę godzin, ale nie tak często powtarzanych. We wnętrzu uśmiechał się z wyższością, satysfakcją lwa który pochwycił gazelę w swe sidła, choć może bardziej pasuje: wilka, który zacisnął swe żelazne szczęki na karku jelonka. Nie było to jednak zagranie siłowe, acz czysto psychologiczne.
- Ah tak? I dasz w nim przenocować obcemu wilkowi? - spytał podejrzliwie, ale po chwili pokiwał głową. Zapewne, gdyby był teraz człowiekiem, powstrzymywałby śmiech bądź zrobił jakąś durną minę, jednak jako wilk ów możliwości nie miał. - Ok. Porozmawiajmy jednak o tym twarzą w twarz. Zawiodę Cię, ale raczej wolę mieć przeciwstawne kciuki niż wilcze pazury.
Rzucił jeszcze wywracając ślepiami i powoli ruszył w stronę swojego samochodu. Ona ciągle go obserwowała, jednak starał się nie zwracać na to uwagi, wręcz na początku mu to schlebiało, choć po kilku minutach zaczęło irytować. W końcu im oczom ukazał się kabriolet, do którego wskoczył, by chwycić mocno szczękami krańce spodni, starając się jednocześnie nie naruszyć skórzanego paska. Wyskakując drugą stroną, pociągnął za sobą rzecz. Nie miała prawa nic zobaczyć - prócz nagich pleców - ale tym się nie martwił - tak naprawdę, to w ogóle się nie wstydził - wciągając szybko na siebie jeansy. Niestety, nie mieli supermocy teleportowania czy też przemiany materii, by zmienić się z powrotem w człowieka od razu będąc ubranym. Nie było to możliwe, przykro mi. Jak ona się zmieni, nie pokazując się Asie - który wcale nie ubolewałby z tego powodu - w przebraniu Ewy, pojęcia nie miał. Zawsze mogła liczyć na którąś z jego zapasowych rzeczy, bądź zmienić się dopiero w tym domu. Spojrzał na wilczycę.
- Jakby co, mam na imię Asa.
( Adeline?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz