wtorek, 11 listopada 2014

Od Luca CD. Christiana

Zielonooki opuścił barki, rozluźnił zaciśnięte pięści. Jego palce odetchnęły z ulgą, sam jednak nie tracił rozsądku. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Luca nie miał w zwyczaju popełniać podobnych błędów, w tak krótkim okresie czasowym.
- Niestety, muszę cię zawieść. - zmusił się do teatralnego parsknięcia. - Gdyby mi zależało, byłbym teraz w pobliskim burdelu. - dodał, przenosząc ciężar z prawej nogi na lewą.
- I słusznie. - odparł napotkany młodzieniec.
Napięcie rosło niemiłosiernie, żaden nie miał ochoty odpuścić. Mierzyli się wzrokiem, chłonąc najdrobniejsze ruchy przeciwnika. Zapewne oboje żałowali decyzji o podjęciu dyskusji, ugrzęźli w krępującej pozycji, a męska duma dosmaczała całą zaistniałą sytuację. Wtem donośne wycie sprowokowało do porzucenia niemej walki. Zza cienia rzucanego przez gęsto rosnące drzewa, wyłonił się nie kto inny jak Isaac w swej ludzkiej postaci. W gardle Luca ugrzęzło przekleństwo, czego ten dzieciak tu szukał? Wrócił pchnięty wyrzutami sumienia? Pojawił się w najmniej odpowiednim momencie.
- Christian! - jęknął cicho, zrobił parę kroków w stronę przyrodniego brata. Ten odsunął się nieznacznie, czyżby zyskał drugiego przeciwnika? Niepewność wstąpiła w duszę dwudziestolatka, kłębiła się w klatce piersiowej, pulsującym rytmem rozchodząc się po członkach mężczyzny. Odrzucił dręczącą myśl, po raz pierwszy polegając na sympatii do kogoś.
- Ty też chcesz dołączyć do watahy? - spytał Zack delikatnym ruchem głowy wskazując chłopaka. Wszystko co miało prawo głosu wrzeszczało 'Nie!', brunet mimo to pozostawał niezdecydowany. Nie chciał mieć do czynienia z istotami podobnymi do niego. Nie tego pragnął. Ba! Jego marzeniem było porzucenie skóry wilka, wypranie z głowy wspomnień związanych z przemianami. Skoro jednak wilk miał go prześladować, czemu nie pomóc sobie? Być może dołączenie do watahy pozwoli odkryć przyjemne aspekty wilkołactwa, zakładając, że takowe istnieją. Westchnął głęboko, kierując wzrok na nieboskłon upstrzony świetlistymi gwiazdami.
- Mógłbym...? - zwrócił się do Christian'a. Ten zaśmiał się tylko, co miało oznaczać 'Na to czekam od paru minut'.
Reszta potoczyła się zbyt szybko, jak na gust mężczyzny. Został zaprowadzony do jakiejś restauracji zrzeszającej całą gromadę wilkokrwistych. Na sam widok tłumu coś się w nim zagotowało, o nie, zbyt wiele jak na jeden dzień. Grzecznie odmówił, kierując się w stronę jeziora. Tam przysiadł na wygodnym konarze, z wielkim zaangażowaniem obserwując srebrzystą taflę wody. Sucha trawa za jego plecami poruszyła się nieznacznie. Luca pozostawał spokojny, już dawno stwierdził, iż niebezpieczeństwo w tym lesie jest nikłe. Niepokój nie miał prawa bytu.
- Wygodnie? - obok niego pojawiła się postać dziewczyny. Włosy pozostawione same sobie, lekko rozwiane przez wieczorny wietrzyk. Luźno opuszczone ręce, nie wykazywała żadnych oznak zdenerwowania. Ton jej głosu był nader spokojny, przesycony melodyjnością.
- Mhm. - odpowiedział w końcu, spuszczając wzrok z intruza.

<Elizabeth?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz