Czy dla każdej istoty żywej istnieje tylko jedno, jedyne miejsce w którym czuje się jak w domu?
Dotąd nie potrafię odnaleźć takiego miejsca.
Pełnie księżyca to wyjątkowy czas dla wilkołaków. Czujemy się wtedy silniejsi i nasila się u nas chęć przemiany w wilka. U mnie ta chęć była bolesna. Uparcie oddalałam od siebie tych myśli, ale one powracały niczym bumerang. Ból w okolicy mojej klatki piersiowej stawał się niedoniesienia, a ponadto uniemożliwiał mi poprawne oddychanie.
Miałam ochotę zatopić ból w alkoholu. Chciałam za wszelką cenę go zmniejszyć,a alkohol to takie moje własne znieczulenie. Pewnie weszłam do baru "Księżyc Łowcy". Niby spotyka się tu tak wiele wilkołaków, ale chyba w pełni wolą hasać po lasach. Dobrze, że chociaż barman z tego zrezygnował.
-Bourbon raz, poproszę - powiedziałam mierząc go wzrokiem.
Miałam świadomość, że jest wilkołakiem,miał to w oczach, ale był jakiś inny.
Przesunął w moją stronę szklankę z alkoholem.
-Nowa?
-Aż tak widać?-wzięłam łyk
-Zazwyczaj rzadko wilkołaki w pełni przesiadują w barze, częściej włóczą się po lasach w postaci...hmm? wilka?! - powiedział przecierając jakąś szklankę.
-Może ja jestem inna? I nie lubię siebie w postaci wilka?
-Jakoś za dobrze tego nie znosisz. Masz duszności, za pewne bolesne.
-Skąd ten pomysł? -uśmiechnęłam się mimowolnie. Miał rację. To sprawiało mi straszny ból, ale ja tak łatwo nie odpuszczę.
-Mam więcej doświadczenia w przemianach niż ty. Tyle.
Poczułam niepokój. Miałam wrażenie, że coś się we mnie wzbiera. Po chwili dławiłam się własną krwią, opadłam na kolana. Nie mogłam oddychać, jak ja nienawidzę takich incydentów. Stwierdzam to oficjalnie: Mam pecha. Wola walki, bójka z własnym organizmem, zakończona zwycięsko dla mnie.
-W porządku?- wyjrzał zza lady
-Tak- skłamałam, wycierając krew z kącików ust. Teraz ból był inny, obejmował zasięgiem całe moje ciało.
- Kłamiesz, prawda?- zapytał obojętnie nawet na mnie nie patrząc.
-Skądże ten pomysł?! -usiadłam ponownie na krześle, krzyżując ręce.
Po chwili słyszałam z oddali wilkołaki, które zbliżały się do baru po zakończonych przechadzkach po lesie. Rozległ się hałas ich rozmów. Głośna muzyka wypełniła sale. Czułam się zagubiona, wśród swoich, to takie dziwne uczucie, ale miałam poczucie pewnego bezpieczeństwa, przez chwile ból ustał.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, a obserwujący mnie barman zapytał:
-Lepiej?
-Lepiej.- odparłam z głębokim oddechem. Czułam się cudowna uwolniona od tego cierpienia, wtedy nawet humor mi się poprawił.
-Juliette.- powiedziałam niepewnie. Wiedziałam, że mogę tego później żałować, no ale jest ryzyko jest zabawa.
(Chris?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz