Wydałam z siebie dziwny i pełen obrzydzenia odgłos.
- Idź..się umyj... - mruknęłam przez zaciśnięte zęby i zaciągnęłam go do toalety.
Miałam całą zawartość jego żołądka na butach... To takie obleśne, że zastanawiałam się czy czasem też nie zwymiotuje. Gdy weszliśmy do damskiej toalety dla personelu chłopak spojrzał na mnie półżywy i uniósł brew.
- No umyj ręce i wypłucz usta. To chyba nie jest takie trudne nawet jeśli się jest pijanym... No chyba, że przeszkadza Ci fakt, że to damska ubikacja. - założyłam ręce na piersi czekając aż coś zrobi albo powie.
- Ależ skądże, wręcz uważam, że to całkiem sexy. - wybełkotał i chyba próbował się uśmiechnąć, ale ból głowy zrobił swoje.
Westchnęłam patrząc jak odkręca wodę myje dłonie by potem nabrać w nie wody i wypłukać usta. Znowu mam jakieś dziwne skojarzenia z moim ojcem i jakoś nie mogę przez to przyzwyczaić się do tego chłopaka, ale z drugiej strony kto normalny umiał by zdzierżyć takiego gościa jak on? Przymykam na chwile oczy i opieram się o framugę drzwi myśląc o tym co z nim teraz zrobić no i jeszcze o tych butach. Nie były drogie ani nic, ale i tak mam ochotę go skrzywdzić...
- Skończyłem! - zawołał krzywiąc się przy tym i podpierając o umywalkę
- Brzmisz jakbyś wygrał maraton albo co - stwierdziłam omijając go i wyjmując rolkę papieru toaletowego z kabiny toaletowej. Urwałam dość duży kawałek, a potem dałam go Marshall'owi. - Masz, wytrzyj się.
Popchnęłam go odrobinę w stronę drzwi toalety by zrobił miejsce przy umywalce i zmoczyłam papier, który wcześniej urwałam. Zaczęłam czyścić sobie buty i dół spodni myśląc, że mam szczęście, bo nie obrzygał fartucha. Chłopak patrzył na mnie z nieco przechylona głową, za którą trzymał się jedną ręką.
- Co? - spytałam wyrzucając papier do kosza i wychodząc z toalety.
Marshall coś wybełkotał, ale nie zwróciłam na to zbytniej uwagi tylko podeszłam do swojej szafki. Zdjęłam fartuch i odwiesiłam go tam zabierając od razu swoje palto i torebke.
- Ile ważysz? - spytałam zerkając na pijanego faceta, który dalej stał w drzwiach łazienki i jednocześnie szybkim ruchem zakładając palto.
- Coś około 80 kg, nie wiem dawno się nie ważyłem. - zamyślił się masując się po głowie - Czekaj, a po co Ci to?
- Jakoś dam rade... - szepnęła do siebie już go nie słuchając by po chwili zwrócić się do niego ponownie. - Dobra, idziemy.
Marshall zamrugał nie rozumiejąc o co mi chodzi i przekrzywił głowę.
- No choć puki się nie rozmyśliłam... - mruknęłam, podeszłam do niego i pociągnęłam do tylnego wyjścia
- Czuje się jak pies... - stwierdził niezadowolony
- Jak tak dalej pójdzie to i zdechniesz jak pies... - odparłam zniżonym tonem tak by tego nie usłyszał.
Na zewnątrz nie było chłodno, ale ciemno. Wiedziałam, że będę tego żałować, ale przyznam, że trochę współczułam tego facetowi nawet jeśli załatwił się tak z przez własną głupotę.
- To porwanie? - spytał rozbawiony chwiejąc się na nogach.
- Na twoim miejscu byłabym po prostu wdzięczna i siedziała cicho... - to zabrzmiało trochę oschlej niż chciałam, ale może to i nawet lepiej.
Dobrze, że przyjechałam dzisiaj autem, bo chyba był padła przed dotarciem do swojego domu. Moje auto stało zaparkowane pod ścianą lasu, a był to zwyczajny peugeot o trochę zdartym srebrnym lakierze. Nie stać mnie było na nic lepszego, ale nie potrzebowałam drogiego auta do szczęścia więc to co miałam mi wystarczało. Marshall najwyraźniej postanowił pójść za moja radą, bo gdy wyciągnęłam z torebki kluczyki i otworzyłam auto otworzył drzwi od tylnego siedzenia. Schylił się by wsiąść do auta i uderzył czołem o górę drzwi.
- Nosz... - warknął masując się po głowie i krzywiąc
Przechodząc obok niego klepnęłam go w ramie pośpieszając go tym samy, a sama usiadłam z przodu za kierownicą.
- Umiesz prowadzić, prawda? - wybełkotał twardo siadając na tylnym siedzeniu
- A myślisz, że jak dostałam prawo jazdy? - prychnęłam odpalając silnik.
(Marshall? Przedstaw prosze jak zachowuje się uprowadzony pijany mężczyzna xD )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz