poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Adeline C.D. Isaac'a

Zagłębiłam się w zamyślaniach. Nigdy wcześniej nie tłumaczyłam nikomu na czym polega istnienie watah.
-Cóż...Głównie chodzi o wspieranie siebie nawzajem. Kilka, bądź kilkanaście wilkołaków mają swoje własne, określone tereny i na nich działają. Polują, uczą się nawzajem przemiany. Jednak moim zdaniem najważniejsze jest to, że poznajemy podobnych do nas, z dala od zwykłych ludzi. - starałam się to przedstawić Isaac'owi najdokładniej i najprościej zarazem. Wydawało mi się, że w miarę moich możliwości przedstawiłam mu atuty tejże działalności.
-I tak normalnie sobie wierzycie? - zapytał lekko unosząc brew. No tak, żaden szanowany wilkołak nie dołączyłby do grupy zdolnej zabić w zwykłym przypływie gniewu.
-Ależ oczywiście. Mamy tu określoną hierarchię. - powiedziałam zerkając przez uchylone drzwi do chatki, gdzie wszyscy się zgromadziliśmy.
-Można wiedzieć jaką? - Isaac'a najwidoczniej zaciekawiła nasza wataha. Bądź też z czystej grzeczności podtrzymywał rozmowę.
-Naturalnie. Mamy dwóch przywódców, którzy utrzymują wszystko w należytym porządku. Po jakimś czasie wybieramy również parę betha, to znaczy zastępców. Odpowiedzialnym powierzane są stanowiska takie jak lekarz, czy strateg. W zasadzie każde może się tym trudnić.
-To ciekawie. Przyjmujecie każdego? - z ust chłopaka padło kolejne, chyba nurtujące go pytanie.
-Tak. Jedynym warunkiem są geny. Musisz być wilkołakiem.
-Tym nei muszę się przejmować, spokojnie spełniam to kryterium. - uśmiechnął się blado.
-Daję ci czas na zastanowienie. W takim razie, jeżeli już tu jesteś, może wejdziesz do środka? - zaproponowałam ruchem ręki. Oboje przekroczyliśmy próg na pozór niewielkiej chatki. Wewnątrz unosiła się przyjemna woń owoców. Znajdowaliśmy się w Księżycu Łowcy, pobliskim barze. Christian wraz z Erykiem i paroma innymi barmanami szykowali zimne napoje.
-Moi drodzy, to Isaac. - odsunęłam się nieco, by każdy dostrzegł postać mojego nowego znajomego. Na moje słowa wszyscy chórem przywitali chłopaka.

<Isaac? Czekam aż poratujesz to zbolałe opowiadanie .-.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz