Dzień był cudowny! Wybierając się wcześnie rano na polowanie już o tym wiedziałam. Słońce hojnie obdarowywało tutejsze okolice swoimi promykami. O tej porze roku taka pogoda należała do rzadkości.
Gdy przechadzałam się po lesie aż żal było mi go opuszczać. Korony drzew upstrzone były barwnymi liśćmi, które spadając tworzyły kolorowy dywan. Wszystko wydawało się być w idealnym stanie. Nienaruszonym, tak, jakby zatrzymał się czas. Nagle wyczułam niepokojący zapach - nieznajomy wilk. Zakłócił on idealny porządek. Wiedziałam, że wilk może stać tuż za mną, albo krążyć tu w przekonaniu, iż jest bezpieczny. Jako Alpha musiałam chronić watahę przed obcymi, to należało do moich obowiązków. Jednak jeżeli zacznę tropić wilk, by go stąd wypłoszyć wyniknie z tego nieunikniona walka. Z kolei jeżeli nic nie zrobię narażę wszystkich na niebezpieczeństwo. Decyzja była do przewidzenia - opuściłam w miarę bezpieczny schron podążając za obcym zapachem. W jednej chwili zza drzew wyłonił się czarny jak smoła, ogromny basior z najeżoną na grzbiecie sierścią. Musiał wcześniej wyczuć mój zapach, był przygotowany na wszelki atak. Odsłoniłam szereg ostrych kłów ostrzegając, iż nie jestem bezbronna. Wilk zrozumiał mój przekaz robiąc to samo, chciał tym pokazać swoją przewagę.
-Lepiej zastanów się co robisz. - usłyszałam cichy głos, który po sekundzie przerodził się w przeciągły warkot. Czarny basior musiał by wilkołakiem...Nie zmieniało to jednak faktu, że to przeciwnik.
-Tak się składa, że jesteś na moim terenie. - odparła wpatrując się w błyskające oczy wilka. Był pewny siebie, trzeba było mu to przyznać, więc moja wypowiedź nie zrobiła zapewne na nim żadnego wrażenia.
-To nic nie zmienia! - odwarknął kłapiąc zębami. Z pewnością rzucilibyśmy się sobie do gardeł gdyby nie inny zapach. Wilka z watahy, najprawdopodobniej Christiana, który był gdzieś w okolicy. Czarny basior zrozumiał, że nie miałby szans w pojedynku. - Sama nie dasz rady?! - prychnął uspakajając się stopniowo.
-Nikogo przecież nie zwoływałam! - warknęłam w jego stronę.
-Spokojnie, źle zaczęliśmy znajomość. Wyluzuj! - wilk wyszczerzył pysk w łobuzerskim uśmiechu. No jasne! Ci mężczyźni... Najpierw z wielką ochotą rozszarpałby cię na kawałki, a zaraz potem każe ci się 'wyluzować'! Normalne? Oczywiście, że nie.
-Okej, chyba dotarło do ciebie, że to mój teren. W ogóle jestem Adeline. - odezwała się jakaś życzliwa część mnie.
-Ja Asa. Jest tu was więcej? - zapytał. Zapach innego wilka zniknął, więc mógł uznać to go za zwykłego drapieżnika polującego niedaleko.
-Jak najbardziej. Mamy tu watahę, ja i Christian, który również pełni rolę Alphy, zresztą ja też, to chyba jasne.
(Asa? Wiem, takie jakieś dziwne xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz