-Boisz się, że przegrasz z laską?- mrużę oczy, nie dam się tak łatwo podpuścić czy może wytrącić z równowagi. Myśli biegają po mojej głowie i pokazują język.
-Uważam, iż słowo "laska" niekoniecznie tutaj pasuje.- uśmiecham się sugestywnie, na co ona traci na chwilę werwę.- Hm, umiesz przegrywać?- unoszę podejrzliwie jedną brew.
Jej spojrzenie twardnieje i wygląda trochę na urażoną.
-Spisujesz mnie na starty?- burczy gniewnie, uśmiecham się od ucha do ucha.
-Owszem.-przyznaję szczerze, na co ona mruży oczy oraz wydma dolną wargę co jest rozbrajające.
-Nie bądź niczego taki pewny.- ostrzega na co ja unoszę lekko łapę, dotykając podłoża.
-Okay, niech ci będzie.- zgadzam się, wiedząc, że będzie zabawnie. Pazurem rysuję jedną długą w miarę prostą linie. Staję przed nią i zerkam kątem oka na wilczycę obok. Zdeterminowana i pewna siebie, już mam sprawić uwagę, iż to zazwyczaj gubi ale gryzę się w język bo sam nie jestem lepszy. Przyjmuję rozluźnioną postawę i rozciągam usta w uśmiech.
-Gotowa?- tym razem, patrzę na nią otwarcie.
Kiwa głową, zaciskając mocno wargi. Nagle coś mi się przypomina.
-Nicole.- jej imię zwinnie ześlizguje mi się z języka.- Co będę miał jak wygram?
-Nadal zakładasz, że wygrasz.- burczy zdegustowana ale w kącikach jej ust czai się uśmiech.
-Mhm.-potwierdzam, mrukliwie pod nosem.-Mam pomysł.
Patrzy na mnie pytająco.
-Normalnie, ścigałbym się o wiele większą stawkę.- taksuję ją spojrzeniem a ona zaciska zęby.- Aczkolwiek z miłą chęcią popatrzę jak taplasz się o tej porze z wodzie.- unoszę wyzywająco brew.
-Okay, może być.- patrzy mi odważnie w oczy a ja potakuje głową.- Do mola?- upewnia się a ja potwierdzam skinieniem głowy. Odlicza a ja obmyślam taktykę.. no i ruszamy. Ma szybkie ruchy i dość zwinne. Jej ruchy to tak jakby latała w powietrzu, piórko lżejsze od powietrza. Uśmiecham się kpiąco pod nosem i celowo zwalniam. Widzę jak się przez chwilę waha ale ostatecznie idzie do przodu jak burza. Hm, przez chwilę zastanawiam się czy nie dać jej wygrać. Kiedy nad tym myślę, nieświadomie wyrywam do przodu i jestem z nią w równej linii. Skupiam się na równym biegu i oddechu co nie jest trudne, kiedy coś mnie wytrąca z równowagi. Jakiś zapach, obcy. Próbuję go jednak odróżnić, spróbować go do kogoś dopasować ale.. tracę rytm i nogi mi się lekko plączą. Ale mam to gdzieś, wilczyca zafascynowana biegnie dalej, jestem lekko za nią. Lecz zapach nie daje mi spokoju, już nie czuć go tak intensywnie aczkolwiek nadal jest wyczuwalny w powietrzu. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że zaczynam słyszeć gwar rozmów i muzykę. Dobiegamy do baru, co oznacza, że nieopodal jest jezioro. A ja jestem za nią, jej dodaje to siły. Przerzucam oczami, dobrze wiem, że gdybym zechciał spokojnie mogę ją dogonić. Ale nie robię tego, pierwsza przekracza linię i wbiega z ziemi na molo. Odwraca się do mnie twarzą i tak lądujemy oko w oko.
-Wygrałam!- woła ze zwycięskim blaskiem w kącikach oczu.- Wskakuj do wody.
Wzdycham i chowam się w las, zmieniam się w człowieka i ubrany wracam do dziewczyny która też już stoi ubrana. Lekko zaczerwieniona, chłapie chusty powietrza. Wsadzam ręce do kieszeni i zerkam na niebo. Jest już ciemno a gwiazdy są naszymi cichymi obserwatorami, które zapiszą na sobie tą historię do końca swego istnienia. Księżyc świeci się perliście, oświetlając jezioro. Jak to tak, alfa rzucająca się z własnej woli w ubrani do wody? Głupi zapach.
-No dalej.-pogania ze zwycięskim wyrazem twarzy. Unoszę ręce w obronnym geście i staję na brzegu mola które skrzypi złowieszczo przy każdym kroku.
-Carpe diem!*- wołam wesoło i skaczę do wody.
*Chwytam [w dosłownym tł. łapie] dzień.
[Nicole?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz