Laska mnie zaskoczyła. Nieczęsto spotykam się z taką agresją ze strony innych i możliwe, że nie jestem do niej przyzwyczajony.
- Łooo, dziewczyno, stop agresji...
Spojrzała na mnie, lekko już się uspokajając.
- Jestem Matthew - podałem jej rękę wyszczerzając zęby.
- Brooke - odpowiedziała, lecz nie odwzajemniła uśmiechu.
- Cóż, skoro zepsułem ci obiad, to może upolujemy coś razem?
Zrobiła minę, która wyraźnie mówiła "Nie mam ochoty". Tak też powiedziała.
- Okres masz? - rzuciłem żartobliwie.
Nie przyjęła tego jako żart.
- W takim razie zapraszam na obiad. Jeśli wolisz ludzkie jedzenie... - odparłem.
- Nie wolę.
- A co wolisz?
- Nic.
- Dobra, koniec obrażania się, bo wrzucę cię do jeziora!
- A spróbuj tylko! - wyszczerzyła kły.
- Nie zawaham się.
Skrzyżowała ręce na piersi.
- Nie zrobisz tego.
I w tym momencie chwyciłem ją w pasie i zaniosłem do najbliższego jeziora. Nie było daleko, więc zbyt się nie zmęczyłem. Dziewczyna piszczała przez całą drogę. Zacząłem przymierzać się do wrzucenia jej do wody.
- Przestań oszołomie! - darła się.
- Dobrze - *le szatański uśmieszek* - Jeśli dasz się gdzieś zaprosić.
Brooke? ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz