Przekrzywiłem głowę patrząc na nią. Kogoś mi przypominała, ale ciężko było stwierdzić po samym wyglądzie. Odstawiłem czystą szklankę na miejsce i na chwilę zerknąłem za nią. Wszyscy wpadli do środka jakby jutra nie miało być. Zaczęli się rozsiadać, zdejmować brudne kurtki lub bluzy. Znowu spojrzałem na nią.
-Na imię mi Christian. - oznajmiłem, wzdychają oparłem się o blat. - A ty powinnaś zacząć się uczyć przemian bo..
-Christian! - wznoszę oczy ku niebu, rozpoznając głos Eryka. Odwracam się i mierze jego postać wzrokiem. Wygląda na wściekłego, pierwszy raz widzę go aż tak roztrzęsionego. Unoszę brew.
-Co jest? - pytam patrząc kątem oka na zaciekawioną dziewczynę.- Znowu ci kot uciekł?
-Nie pogrywaj ze mną. - syczy mrużąc gniewnie oczy, unoszę obronnie ręce w geście poddania się.
-Gdzieżbym śmiał. - prycham. Szczerze mówiąc śmiałbym i dość często to robię. - Co się stało?
-Jesteś alfą tak? - pyta cedząc przez zęby na co ja marszczę brwi.
-Tak podejrzewam i takie słuchy chodzą. Ale jeśli chodzi o sprawy wyższej wagi w których trzeba myśleć to do Adeline. - dodaje, o tak. Dobrze by było gdyby poszedł do niej. - A zresztą jestem zajęty. -wskazuje głową Juliette. Eryk obdarza ją krótkim spojrzeniem i znowu wraca do mnie.
-Nie obchodzi mnie to, możesz coś zrobić, łaskawie z Billem? - warczy wskazując palcem drzwi od kuchni. Przerzucam zirytowany oczami.
-Zaczekaj tu. - rzucam do dziewczyny która patrzy na nas z zainteresowaniem. Wchodzę do kuchni, gdzie Bill praktycznie leży na ziemi. Wzdycham wznosząc oczy ku niebu, daj siłę.
-Bill, czy możesz łaskawie sprzątnąć siebie z podłogi kuchni i wyjść pooddychać świeżym powietrzem? - pytam, kucając przy nim. Marszczę brwi, bo nie dostaje żadnej reakcji. - Bill?
Milczy a mnie ogarnia poczucie, że tym razem to coś więcej niż tylko upojenie alkoholowe. Obok mnie staje Eryk i wystukuje stopą nerwowy rytm.
-Bill. - próbuję jeszcze raz co nie skutkuje z lekkim niepokojem sprawdzam jego puls ale wyczuwam spokojne uderzenia o moje palce. Wzdycham więc. - Chłopcy, bądźcie tak mili. - wstaję i patrzę na dwójkę pomocników którzy kiwają głową i go podnoszą. Odwracam się do Eryka.
-Zadowolony? - unoszę wysoko brwi. - Czy może mam jeszcze pozamiatać?
-Przydałoby się. - zaciska usta w wąską linię. Kiedy patrzę na drzwi widzę w nich zainteresowaną dziewczynę. Jasne, powiedz takiej żeby zaczekała to i tak za tobą pójdzie. Idę w jej kierunku a ona cofa się kilka kroków i czmycha z powrotem na krzesełko.
-Mówiłem, zaczekaj? - pytam ponuro.
-Ciekawość, co z nim było? - mierzwi swoje włosy i przekrzywia głowę na bok.
-Nie o wszystkim muszę mówić obcemu. - stwierdzam przeszywając ją wzrokiem. Widzę jak skutecznie zamyka jej to buźkę. Przez chwilę milczymy.
-Ja..
-Ty, powinnaś zacząć panować nad sobą. Uściślając zacząć się zmieniać w postać wilka. - unoszę brew. - A ty tego nie robisz, bo..?
<Juliette?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz