Chłopak zdawał się czekać na piorun, który zaprzeczy temu co właśnie powiedziałam, ale słychać było tylko ciche bębnienie kropel deszczu o dach.
- Ok, a więc teraz sio. - zrzuciłam go z łóżka i jakby to miało pomóc rzuciłam jeszcze poduszką,
- Dobra, dobra, ale to wezmę. Jest śmiesznie nasiąknięta twoim zapachem. - złapał poduszkę nim zdążyłam ją podnieść i pokazał mi język.
- Ej, co? Nie, oddaj... - zacisnęłam zęby i stanęłam na równe nogi razem z nim i próbowałam mu ją zabrać. - Jak w ogóle można powiedzieć, że coś jest śmiesznie przesiąknięte czyim zapachem?
W pewnym momencie przestałam próbować i usiadłam na łóżku. Spuściłam wzrok na swoje ręce i nadęłam policzki co było nie w moim stylu. Dawno już nie robiłam miny obrażonego dziecka...
- To krępujące... - mruknęłam wzdychając i potrząsając lekko głową
<Marshall? Trochę mi weny brakuje .-.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz