Próba złapania zająca jest jak koło fortuny. Raz się uda, a raz nie. Wszystko zależy od tego, jakie masz szczęście, a jej dzisiaj ono niezbyt dopisywało. Goniła zawzięcie kilka szaraków - jako wilczyca, rzecz jasna - i zatrzymała się przed ich norą. Próbowała złapać do pyska chociaż jednego, ale każdy jej umykał, po czym znikał w swoim "domku". Warknęła wściekła i odeszła przygarbiona. Słowo daję, że w tym momencie lepiej do niej bez kija nie podchodzić. Truchtem dobiegła do wodospadu. Wspięła się po śliskich skałkach i, przeskakując przez szumiącą ścianę, znalazła się w wielkiej jaskini, której wejście zakrywała woda spływająca z góry, czyli wyżej wspomniana "ściana". Otrzepała mokre futro. Położyła się na zimnej powierzchni. Ułożyła łeb wygodnie na łapach. Zamiast słyszeć przyjemnie szumiący wodospad, do jej uszu dobiegało jedynie burczenie z własnego brzucha. Nerwy targały nią jak jesienny wiatr. Była teraz jak tykająca bomba zegarowa. Musiała skupić uwagę na czymś innym, by za chwilę nie zabić się, gdy będzie szamotała się z nerwów. Zaczęła obserwować krople wody, opadające z "dachu" w dół i ginące, roztrzaskując się na kamiennej powierzchni. Powoli, powolutku uspokoiła się. Głód wciąż jej doskwierał, ale panowała już nad sobą, a to przecież najważniejsze. Podniosła się leniwie i przeciągnęła. Coś strzeliło, coś strzyknęło. Oba przyjemne dla jej karku i kręgosłupa. Osiemnaście lat i już jej kości wydają dźwięk odpowiedni dla seniora. Wyszła z jaskini i skierowała się w stronę obszernej polany. Tam jeszcze bardziej się uspokoi, a i może coś upoluje... Poruszała się wolno. W pewnej chwili do jej uszu dobiegł jakiś dziwny dźwięk. Wystrzał z broni palnej. Równało się to z faktem, że w pobliżu byli ludzie. Źli ludzie, którzy zabijali. Chciała to zignorować, ale czuła, że to coś poważniejszego. Mruknęła z niezadowoleniem, patrząc to przed siebie, to w stronę, z której zaczął nawet już dobiegać ludzki zapach do jej nozdrzy. Zawarczała wściekła na samą siebie i puściła się biegiem w stronę wrogich dwunogów. Ledwo wyhamowała, pozostając w kryjówce, którą stanowiły dla niej krzaki. Wsadziła łeb w chaszcze. Zaczęła obserwować ludzi. Nosili swoje bronie, a koło jednego z wozów stała wielka klatka, a w niej... jakiś wilk. W swojej "dzikiej postaci" nie mogła spróbować uwolnić krewniaka, ale jako człowiek... Przemieniła się błyskawicznie i wyszła przed kłusowników. Starała się utrzymywać poważny i obojętny wyraz twarzy.
- Panowie chyba nie wiedzą, że wilki są zwierzętami pod ochroną, a za ich złapanie lub zabicie takowego grozi bardzo surowa kara? - rzuciła jakimś mądrym i oficjalnym tekstem.
Czwórka ludzi spojrzała po sobie. Potem największy z nich zwrócił na nią wzrok i uśmiechnął się szyderczo, ukazując żółte, zniszczone przez próchnice i niedbalstwo zęby. Ruszył w jej kierunku, rechocząc złowieszczo. Brooke cofnęła się o kilka kroków w tył. Nie spuszczała go z oczu. Wiedziała, że chce ją zlikwidować. Czekała na odpowiedni moment. Jeżeli podejdzie zbyt blisko... Właśnie przekroczył granicę. Chwycił ją za ramię i szarpnął dość mocno. Wbiła mu swoje ostre paznokcie w dłoń, którą ją przytrzymywał. Odsunął się na sekundę i tyle wystarczyło, by przybrała wilczą postać. Zawarczała groźnie, a sierść na jej karku zjeżyła się. Wyglądali na nieźle przerażonych. Wiedziała, że nikomu o tym nie powiedzą, bo wtedy zostaliby ukarani za kłusownictwo. Skoczyła na tego, który stał najbliżej niej i ukąsiła go boleśnie w nogę. Kopnął ją w odwecie i odczołgał się kawałek. Potem wstał i chwycił za strzelbę. Wymierzył w nią. Brooke natomiast po kopnięciu przeturlała się kilka metrów. Kiedy spostrzegła, że jest na celowniku, odskoczyła na bok. Uczyniła to w idealnym momencie, bowiem broń akurat wypaliła. Gdyby spóźniła się o sekundę, już leżałaby martwa. Chciała uciekać dalej, ale nie miała dokąd. Znów w nią wycelował, a kiedy nacisnął spust - cisza. Brak naboi. Co za szczęście! Wyszczerzyła kły i poruszyła nerwowo ogonem. Ludzie zniknęli w mgnieniu oka, pozostawiając schwytanego wilka. Tuż po tym, jak straciła ich z oczu, podeszła do klatki. Zamieniła się w człowieka i popatrzyła na zwierzę w niej uwięzione, które teraz spoglądało na nią wielkimi i pełnymi zaciekawienia ślepiami. Otworzyła klatkę i uwolniła stworzenie.
- Mam nadzieję, że nic ci nie zrobili... - rzuciła cichym tonem, wodząc wzrokiem za okrążającym ją wilkiem. Poznała natychmiast, że jest to wilkołak. Większy od zwykłego wilka, bo przecież nawet Alfy tych zwyczajnych nie były aż tak duże.
(Jest ktoś chętny? ;d)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz