- Dzień dobry - powiedziałam, uśmiechając się do wysokiej, kościstej kobiety o paraliżującym wzroku.
Gestem ręki zaprosiła mnie do małego, obskurnego pomieszczenia. Usiadłam na jednym z drewnianych, staromodnych krzeseł.
- Witam - odparła - Panna Yvette Gainsborough, jak sądzę?
- Oczywiście - zaczęłam, nabierając powietrza - Myślę, że jestem dobrą kan...
- Dobrze, wystarczy - przerwała mi - Potrzebujemy pracowników, więc nie będę owijać w bawełnę. Jest pani zainteresowana moją ofertą, czy nie?
- Naturalnie - powiedziałam szybko, aby nie wzbudzać wątpliwości.
- W takim razie możemy od razu podpisać umowę. - z biurka wyciągnęła gruby plik kartek - Oczywiście będzie pani miała trochę czasu na przeczytanie jej dokładnie - podała mi pakt i wyszła.
Zważywszy na nacisk, który położyła na słowo "dokładnie", postanowiłam jednak przeczytać kontrakt.
Ku mojemu zdziwieniu wszystko było jasno objaśnione, nie było żadnych drobnych druczków. Złożyłam podpis. Czekałam. Czekałam i czekałam. Z nudy zaczęłam czytać tytuły z okładek książek znajdujących się w małej, przeszklonej biblioteczce. Potem przeniosłam wzrok na okno. Ni było tam nic ciekawego. Trawa, drzewa, kilka pagórków w oddali. Zimowe słońce raziło mnie po oczach. To już moja druga praca w tym mieście. Mam nadzieję, że tym razem nie wywalą mnie po trzech miesiącach. Nie mam żadnego wykształcenia... Nie mogę oczekiwać na zarabianie kroci, póki co.
Wreszcie wróciła, podpisała umowę i grzecznie mnie wyprosiła. Nie chciałam tak myśleć, ale ta baba jakaś dziwna jest. Jeśli nie czyta w cudzych myślach, to wszystko powinno być w porządku.
Wyszłam z budynku "Księżyc Łowcy", mojej nowej pracy. Westchnęłam, włożyłam słuchawki w uszy i wybrałam się do miasta. Nie zważając na innych ludzi, brnęłam z zamkniętymi oczami, nucąc pod nosem najnowszy kawałek Passengera.
Było do przywidzenia, iż na kogoś wpadnę. Słuchawki wypadły mi z uszu.
- Przepraszam! - powiedziałam automatycznie.
Ktoś ma ochotę? Końcówka ciut mało oryginalna ;x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz