Wyścigi motocykli. Jedna z "gałęzi" jego pasji. Ustawił swego rumaka na linii startu. Wokół dźwięczały inne silniki. W powietrzu unosił się zapach spalin, które maszyny wydzielały. Niektórych uspokaja zapach świeżej, porannej trawy, innych morska woń prosto znad oceanu, a jego? Duszące, gorące powietrze ulatujące prosto z rur. Ache musiał na chwilę odstąpić swoją czarną błyskawicę. Przeciskał się między innymi zawodnikami. Większość schodziła mu z drogi. Nieśmiertelnik odbijał się od jego klatki piersiowej, przez co ani na chwilę nie pozostał w bezruchu. Dwudziestolatek zatrzymał się i rozejrzał. Szukał wzrokiem przyjaciela, ale nigdzie go nie dostrzegał. Z powodu braku czasu wrócił do motocykla, który teraz leżał na ziemi. Nie wiedziałby, kim jest sprawca, gdy nie spostrzegł szybko podnoszącej się dziewczyny. Oddaliła się równie prędko. Oho, sama się zdradziła. Casas ruszył za nią. Rozegrał się krótki dialog. Próbowała go wyraźnie ugłaskać i liczyła na łatwe odpuszczenie. On nigdy długo nie żywił urazy, jeżeli wyrządzona "krzywda" nie była zbytnio... mocna?
- Przepraszam. A teraz? - spytała z naciskiem. Chyba miała go dość.
Uśmiechnął się wrednie. W jego ciemnych oczach mogła dostrzec błysk. Zainteresowanie, tajemniczość... to się w ów błysku kryło.
-Nie. - odparł krótko i jego białe zęby ukazały się dziewczynie, gdy wyszczerzył się złośliwie jeszcze szerzej.
Usłyszał jej westchnięcie. Chciał coś dodać, ale do jego uszu nagle dobiegł czyjś krzyk. Ktoś ostrzegał przed nadjeżdżającą policją. Momentalnie oderwał wzrok od nieznajomej i zaczął obserwować narastającą wrzawę. Motocykliści przepychali się między sobą. Cóż zrobić, wyścig nie był legalny.
- Dobra, mała, pora się stąd zmywać. - mruknął Ache.
Chwycił ją za przedramię i pociągnął za sobą. Kierował się w stronę swego motocykla. Nagle poczuł opór i zauważył, że to ona oponuje. Popatrzył na nią pytającym wzrokiem, a jego brwi uniosły się delikatnie, dodając mu jeszcze bardziej niezrozumiałego wyrazu twarzy.
- Nie pora na twoje bunty. Jak chcesz to zostań i padnij ofiarą piesków, ale masz też możliwość ucieczki ze mną. Tik tak, czas leci, mała. - rzucił, kolejny raz uśmiechając się złośliwie.
(Juliette? XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz