poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Isaac'a CD. Juliette

Siedziała z podwiniętymi kolanami, oplatając je ramionami na dodatek trzęsąc się z zimna. Jej pytanie zdążyło rozejść się echem po okolicy, a ja nadal milczałem. W dziewczynie zaczął narastać niepokój, przeniosła wzrok z mojej twarzy, nerwowo rozglądając się dookoła. Uniosłem jedną z brwi.
- Masz racje. Chyba nie. - wzruszyłem ramionami, a kpiący uśmiech całkowicie zszedł z mojej twarzy. Jej zachowanie było co najmniej dziwne. Kto spotykając przypadkowego chłopaka w lesie obrzuca go błotem, prowokując tym samym do działania?
- Następnym razem pomyśl dwa razy, zanim podejmiesz jakąś decyzję. - przekrzywiłem głowę. - Możesz trafić na gwałciciela, w najlepszym przypadku. - rzuciłem przez ramię, odchodząc. Dziewczyna krzyczała coś za mną, ale w tamtym momencie obchodziło mnie to tyle co zeszłoroczny śnieg. Rwąca rzeka została za mną, wrzask nastolatki został za mną, cały mój dobry humor został za mną. Przeszedłem do nieśpiesznego truchtu, zrzuciłem z siebie przemoczoną koszulkę, zsunąłem spodnie. W jednej chwili zamiast moich stóp ziemi dotykały cztery łapy. Zatrzymałem się na moment. Dookoła mnie panowała cisza, przeciąłem uszami powietrze nad moją głową. Nic szczególnego. Podniosłem łeb ku górze z wielkim zaangażowaniem szukając zapachów obcych, nieznanych. Ze smutkiem stwierdziłem, iż nie ma tu niczego takiego.
Nie chcąc marnować czasu na użalanie, ubiór chwyciłem w zęby. Podczas mojego małego spacerku omijałem wydeptane ścieżki, wybierając te mniej znane tereny. Drzewa dookoła zaczęły rosnąć coraz gęściej. Ich korony sięgały wysoko w niebo, a gałęzie kurczowo plątały się ze sobą, uniemożliwiając przedarcie się kroplom deszczu. Otrzepałem futro wertując otoczenie. Tutaj jeszcze mnie nie było.
Pociągnąłem nozdrzami, chcąc zapamiętać jak najwięcej.
Po zakończeniu dokładnych obserwacji, po zakończeniu krótkiej drzemki przeciągnąłem się, ziewając głęboko. Zdążył zapaść zmrok, cóż, dziś być może odwiedzę Luca. Moje nawracające lenistwo nie pozwalało mi na powrót do własnego domu. Szukając w kartach pamięci, odnalazłem zadowalającą trasę ruszyłem ile sił w łapach.
Światło księżyca z wielką zażartością przedzierało się przez konary drzew. Równie dobrze bez niego dałbym radę odnaleźć właściwą drogę. Starałem poruszać się bezszelestnie, stawiając łapy tam gdzie nie były narażone na spotkanie z gałęzią lub liściem. Szło mi o tyle dobrze, że los zdołał uśpić moją uwagę i pchnął mi kłodę. Raczej kamień. Potknąłem się o niego, zsuwając się z dość stromego zbocza. Jak długi runąłem na jakąś polankę. Zakląłem pod nosem. Podwijając przednią łapę, schowałem się za drzewem. Cóż, nie zrobiłem tego bez powodu. Wśród starannie przystrzyżonej trawy, piętrzył się drewniany budynek. Z jego okien wylewało się ciepłe światło, a z wewnątrz dało się słyszeć stłumione śmiechy i rozmowy. Grała muzyka.
To jednak nie byli 'zwykli' ludzie. Roiło się tam od wilkołaków, ten zapach czuć było aż stąd. Przemieniłem się, chcąc zobaczyć co jest w środku. Zdążyłem naciągnąć na siebie spodnie, kiedy za plecami usłyszałem ciche kaszlnięcie.
- Dobry wieczór? - zmierzyłem postać od stóp do głów.
- Znamy się? - odpowiedziała prawie szeptem, cofając się o krok. Wlepiła oczy w środek mojej twarzy, kiedy ja narzuciłem na siebie wygniecioną koszulkę. Krew z rozciętego ramienia kapnęła na ściółkę. Wygląda na to, że nikt w tym lesie nie przejmuje się zbytnio własnym bezpieczeństwem. Cóż, zdarzają się też takie przypadki.
- Nie wydaje mi się. Jestem Isaac. - wyciągnąłem ubrudzoną dłoń w stronę intruza.
- Adeline - uścisnęła delikatnie moje palce. Ona również była wilkołakiem, nawet teraz mogłem wyczuć to bez problemu. Być może tamta... Hm, zbyt pochopnie ją oceniłem. Kiedy tylko znów uda mi się ją spotkać, przeproszę za moje zachowanie.
Zapanowała niezręczna cisza. Staliśmy naprzeciw siebie, nie bardzo wiedząc co mamy zrobić. Moje milczenie spowodowane było czystą niewiedzą, dawno już zdążyłem zapomnieć jak należy zachowywać się w trakcie poznawania nowych osób.
- Może... - przestąpiła z nogi na nogę. - Wejdziesz do środka? Jest tam cała wataha. - dodała szybko.
- Wataha? - zmarszczyłem brwi. - Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim, no może prócz Animal Planet.
- Coś podobnego, zapewniam cię. - kiwnęła energicznie głową. - Może sam zastanowisz się nad dołączeniem?
- Być może, ale najpierw wytłumaczysz mi zasady na podstawie, których to wszystko działa.

<Adeline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz