poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Luca

Za oknem przemijały budynki. Autobusem niemiłosiernie trzęsło. Dziś chłopakowi przeszkadzało dosłownie wszystko, od pojedynczych kaszlnięć w busie po głośniejsze wykrzyknienia. Tłum z przystanka na przystanek stawał się coraz gęstszy, ostatkami własnej woli starał się nie wybuchnąć.
- Chcesz? - spytał Zack trzymając w palcach białą słuchawkę. Pokręcił przecząco głową, jego gust muzyczny w ogóle mu nie odpowiadał. W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami, wybierając dogodny dla siebie utwór. Raczej szmatławca, jak Luca miał w zwyczaj nazywać tego typu piosenki.
Oparł dłoń o kolano, wystukując w nim niespokojny rytm zaczerpnięty z obolałej głowy. Zielone oczy płynnie przechodziły pomiędzy twarzami, starając się odgadnąć co też kryje się w głowach otaczających go ludzi. Czy którekolwiek z nich zdaje sobie sprawę z obecności dwóch wilkołaków? Wątpliwe.
- Przypomnij mi, po co my tam w ogóle idziemy? - mruknął Isaac patrząc w ekran swojego iPoda. Zwykły człowiek nie usłyszałby słów w gwarze, jego towarzysz nie miał z tym jednak problemów.
- Wydaje mi się, iż był to twój pomysł. - po wypowiedzeniu tych słów osunął się w siedzisku, czując na karku czyjś wzrok. 'Nie mają na co patrzeć, to będą cię obserwować.' pomyślał z goryczą. Coraz częściej miał ochotę wręczyć każdemu po egzemplarzu książki, aby ten mógł się zająć czymś pożytecznym. Przynajmniej na chwilę.
- Może - zamyślił się na moment szatyn. Nieczęsto zdarza mu się myśleć, szczególnie w obecności przyrodniego brata. - Chyba dawno nie biegałem po lesie. - prychnął, wyglądając za okno. Zrobił to samo, po części próbując uniknąć spojrzenia Isaac'a. To zazwyczaj kończyło się pytaniami na temat przeszłości, a Luca chciał tego uniknąć za wszelką cenę. Poza tym, pierwszym zwrotem wypowiedzianym do Rzymianina przez brata było 'Kurczę, ale ty jesteś podobny do mojego ojca, na pewno nie jesteśmy kuzynami?'. - Jeszcze kawał drogi przed nami! - jęknął wyraźnie niezadowolony. Kawał drogi i masa czasu w korku, ale to już inna sprawa.
- Sam nas w to wciągnąłeś, braciszku. - odparł z przekąsem. Ten wydął usta w podkówkę i zaplótł ręce na piersi. Uniósł nieco podbródek, wlepiając wzrok w sufit. Długo tak nie wytrzyma, zaraz odpuści. Choć znali się dopiero od paru tygodni, Luca zdolny był przewidzieć reakcje chłopaka. Niezwykle przydatna umiejętność, szczególnie wówczas kiedy nieczęsto ma się kontakt z przedstawicielami tego samego gatunku. Odgarnął ciemne włosy opadające na czoło, wzdychając cichutko.
~*~
Powietrze wydychane z płuc śnieżnego wilka przemieniło się w parę. Wywiesił jęzor z paszczy, łapczywie zaczerpując życiodajny tlen. W bok szturchnął go jego towarzysz, wciąż w pełni sił, naglący do dalszego biegu. Łapy odmawiały mu posłuszeństwa, nigdy nie szczycił się dobrą kondycją. Ciemny basior zniknął w cieniu gęstego boru, pozostawiając brata na pastwę losu. Przycupnął na ogonie, zwieszając bezradnie łeb. Starał się wyrównać oddech, bezskutecznie. Wyciągnął się więc na ściółce leśnej, przymykając powieki. Nie wiedział ile czasu minęło, był zbyt zmęczony aby się zastanawiać. Wkrótce jednak usłyszał kroki, zza konarów wyłoniła się postać wilka. Zwierzę, a raczej wilkołak lustrował go wzrokiem, zrobiło w jego stronę parę niepewnych kroków, aby następnie przystanąć w granicy cieni. Biały uniósł wargi w ostrzegawczym geście, odsłaniając rząd ostrych kłów. Z jego gardła wydobył się głuchy warkot.

<Christian?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz