sobota, 15 listopada 2014

Od Christiana

Wyszedłem z baru i zsunąłem się ze wszystkich trzech schodów które do niego prowadziły, przypomniał mi się fatalny wyścig z Nicole i ten zapach. Zapach nie podobny do żadnego którego znam, przyprawia mnie on o zawrót głowy i sprawia, że moje myśli nie przestają wokoło niego krążyć. W końcu ulegam mojemu przeczuciu, iż to nie chwilowa sprawa i postanawiam przyjrzeć się temu..bliżej? Mam wielką ochotę zapalić, domaga się tego moje ciało ale.. nie mam teraz czasu więc ignoruje tę nagłą zachciankę i zmieniam się w wilka zeskakując ze schodów. Tak mi łatwiej kogoś wytropić. Był wczesny ranek, nie miałem ochoty spędzić kolejnych kilku bezcennych chwil w szkole. Dzień zapowiadał się być słoneczny, jak na połowę listopada wróży to dobrze ale mimo wszystko nie widziały mi się święta bez śniegu. Wolno zacząłem przedzierać się przez las, lśnił tysiącami barw. Niezwykły widok, taka pogoda sprzyjała wycieczką po lesie. Dzieci będą spacerować, wyobrażam sobie jak jakiś nieumiejący panować nad sobą wilkołak w panice rzuca się na nich, rozszarpuje każdego na.. mocno zaciskam zęby, starając się pohamować moje myśli lecz zauważam, że zwiększyłem tępo. Moje kroki odbijają się głucho od ziemi, wybijając coraz szybszy rytm gdy nie mogę zatrzymać moich wyobrażeń. W końcu łapię jakiś trop, nikły zaczyna się powoli zlewać z powietrzem ale ja z nową determinacją tropię swoją zdobycz. Na Boga, przyrzekam, jeśli będzie to jakiś cholerny szczeniak ukatrupię. Zaraz, chwilka. Ja nie jestem zbytnio wierzący. Przerzucam oczami na tą myśli, chrzanić to. Klnę pod nosem kiedy czuję, że była tutaj już Del. Jeśli znajdę jej ciało, to naprawdę nie ręczę za siebie. Cholera przyrzekam. Jestem bliżej, powoli zwalniam czując, że zaraz ujrzę winowajcę który spędził mi sen z powiek. Zatrzymuje się i wpatruje się w krzaki w których coś się porusza. Odsłaniam wargi, warczę przeciągle. Powoli wyłania się czarny.. zaraz to wilczyca. Widzę po budowie ciała, barwa jej głosu też jest zbyt ciepła jak na wilka. Od razu przestaję warczeć, Adeline zawsze daje mi bure jak na nią warczę lub na jakąś inną wilczycę: "Pamiętaj, warcz sobie ile chcesz, ale nie na kobietę!" Ta jednak patrzy na mnie tak jakby zjadła coś nie świeżego i mam wrażenie, że zaraz się na mnie rzuci. Było by dość zabawnie.
-Hey, mała.- przekrzywiam głowę na bok i łapię się na tym, iż nadal mam ochotę zapalić. Wkurza mnie to i drażni. Patrzy na mnie wielkim oczami w których maluje się żądza usunięcia mnie z jej pola widzenia.
-Hey, dupku.- warczy. Hallo, jej wolno na mnie warczeć, ale mi na nią nie! Solidarności.- Jakim pra..
-..prawem mnie zatrzymujesz, wkurzasz i mówisz do mnie na 'ty'. - przerywam jej markotnie z lekkim lekceważeniem.- Otóż; jesteś na moich terenach, mamy wolny kraj, jestem alphą.- wymieniam monotonnie unosząc jedną brew.- I mam prawo Cie zabić...lecz tego nie zrobię.
Del by mnie zabiła, przemyka mi przez myśl. Uch, czasami mnie wkurza.

[Marceline?]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz