- Dla mnie możesz być nawet prezydentem. W roli ścisłości to nie miał być komplement - przecedziłam złośliwie przez zęby.
Dopiero po chwili orientuje się, że prawdopodobnie mam do czynienia z niejakim wilkołakiem. W normalnych warunkach poczułabym dziwne mrowienie w sercu i lewej stopie, jednakże jakoś się zniechęciłam. Gdy byłam młodsza wyobrażałam sobie, że któregoś dnia poznam jakiegoś chłopaka, bądź dziewczynę także wilkołaka i zaprzyjaźnię się z nim. A taką przyjaźń był bardzo chętnie pielęgnowała, jak różowy kwiat orchidei. Spojrzałam bursztynowymi oczami na wilka stojącego nieopodal mnie. Studiując jego wygląd przeczuwam, że w ludzkiej postaci ma ciemne włosy i jest ode mnie wyższy o głowę! Ach jakże cierpię na swoją wadę, jaką jest niski wzrost. Mam jedynie 170 centymetrów, często mylą mnie z jakąś dziewczyną chodzącą do gimnazjum lub gorzej...
- Nie mów do mnie, mój kochanieńki, mała, bo bardzo tego nie lubię - powiedziałam i wyszczerzyłam kły w grymaśnym uśmiechu.
- Nie będę tego robił o ile ty wycofasz słowo "dupek" ze swojego języka - szepcze wilk. Nie wydawał się wzruszony moją tonacją, co mnie troszkę zmartwiło. - Nie jestem twoim kochanieńkim.
Podeszłam do niego leniwie.
- Dobrze wygrałeś. Dostosuję się - warknęłam oschle podążając bursztynowymi tęczówkami za jego ślepiami. - Czy sprawi ci to przyjemność jak zabijesz jedną ze "swoich"?
Wilk popatrzył się na mnie lekko zdziwiony. Odpowiedział dopiero po chwili:
- Raczej nie. Ale wiesz, nigdy nic nie wiadomo, jednakże dziewczyn nie biję, a tym bardziej wilczyc..
Uśmiechnęłam się pod nosem. Uhu, jaki dżentelmen, nie bije kobiet.
Słońce powolnie wschodziło ponad horyzontem, nadając niebu kolory pomarańczu i czerwieni, barwy zaczęły się ze sobą mieszać, jak lody truskawkowo-pomarańczowe. Uniosłam lekko głowę ponownie wyszczerzyłam kły w figlarnym uśmiechu. Moje ręce stają się bardziej człowiecze i zadbane, skórę głowy porosły hebanowe włosy. Wstaję chwiejnie, prezentując swoją osobę.
- Mama nie nauczyła, żeby zamieniać się w swoją normalną postać, gdy kobieta do ciebie mówi? - wyszeptałam i przewróciłam oczami, odgarniając nerwowo włosy z czoła.
Rozprostowuję ramiona i wyciągam dłonie do słońca. Spoglądnęłam na niego kątem oka i w końcu przechyliłam głowę chcą sprawdzić czy facet się mnie posłuchał.
Przed sobą nie widzę już szarawego wilka lecz, wygląda na to że się nie myliłam, wysokiego bruneta o ostrych rysach twarzy. Patrz e się w niego na tyle długo by spokojnie wywnioskować, że jest znacznie silniejszy ode mnie. Podchodzę bliżej i wyciągam z kieszeni małą kartkę papieru. Kładę swoją ręką na jego ramieniu i wciskam mu siłą do ręki tajemniczą wizytówkę. Szepczę z uśmiechem:
- Daję dzisiaj koncert. Jak chcesz się trochę wyluzować to przyjdź, bo jesteś spięty jak baba...
Oczywiście nie wierzę w to by chłopak mnie posłuchał, bo wszystko to co powiedziałam brzmiało z lekka sarkastycznie. Odsuwam się i spoglądam na piaszczystą drogę, po której wesoło podskakiwała pięciolatka w różowej kurteczce i fioletowych bucikach. Miała loczki w kolorze blondu, wyglądała by uroczo, gdybym lubiła dzieci. Nie wiele myśląc zamieniłam się w wilka, chłopak, który już miał coś powiedzieć, zamknął usta i lekko się oddalił.
- Co chcesz zrobić? - syknął głośno.
Uśmiechnęłam się do niego tajemniczo. Dziewczynka przystanęła i wykrzyknęła radośnie:
- Oo jaki piesek! Chodź tu piesiu, ale śliczny! Mamusiu, patrz!
Wyciągnęła swoją kruchą rączkę a ja poczęłam machać ogonem i polizałam ją. Blondynka zaśmiała się głośno i pogłaskała mnie po głowie na co odpowiedziałam cichym pomrukiem zadowolenia. Objęła powoli moją szyję swoimi rączkami i wtuliła się w sadzowate futro. - BOŻE! LESLIE! - wykrzyknęłam jakaś dorosła chuda kobieta.- TO WILK! MATKO! NIE RUSZAJ SIĘ! PUŚĆ JĄ WSTRĘTNY WILKU!
Zaczęła grzebać z impetem w torebce szukając jakiejś rzeczy. Wyciągnęła małą puszkę z napisem "gaz pieprzowy." Mała dziewczynka krzyknęła, za nic nie chciała puścić mojego futra. Uśmiechnęłam się wesoło i zaczęłam warczeć na kobietę, której ręka trzęsła się tak bardzo, że myślałam iż jej odpadnie. Wyrwałam się nagle z objęć dziewczynki i dałam susa w górę, przeskakując trzęsącą się kobietę.
- Do zobaczenia - wykrzyknęłam radośnie do chłopaka i pognałam w stronę przy parkowego lasku.
<Christian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz