wtorek, 11 listopada 2014

Od Asy

Był samotnym wilkiem. Wiązało się to z niebezpieczeństwem. Bez wsparcia tak ważnego dla stworzeń żyjących w grupach musiał wyćwiczyć swoje własne sposoby przetrwania i się ich trzymać. Takim jak on nie było łatwo. Co prawda już mógł założyć własną watahę, ale nie śpieszyło mu się do szczęśliwego, cukierkowego życia. Pokochał swój tryb życia, będąc niezależny, wyzwolony. Nie ograniczały go zasady, warunki, inni. Mógł robić co mu się żywnie podoba, nie zważając na innych jak na egoistę przystało. Nie martwił się obowiązkami. Był po prostu wolny, miał to, czego większość nigdy nie zazna. Ani ludzie, ani wilkołaki. Leżał wygodnie na dachu swojego samochodu z papierosem w ustach i patrzył w niebo oczarowany. Włosy w odcieniu brudnego blondu tkwiły w nieładzie, na twarzy można było już dostrzec zarost, szmaragdy tkwiące w oczodołach trwały nieruchomo, tak samo jak usta. Jedynie rytmicznie unosząca się i opadająca klatka piersiowa świadczyła o życiu mężczyzny. Z letargu wyrwało go burczenie w brzuchu. Ścisk w żołądku czuł już od dłuższego czasu, te ssące uczucie nie dawało mu chwili spokoju, choćby po to by pomyśleć co by tu wrzucić na ząb. Westchnął ciężko, pomrugał trochę by wzrok wrócił do normy, po czym zsunął się z dachu.
By przypadkiem nie przestraszyć innych dokładnie, wprawnie ale i szybko się ogolił swoją brzytwą, tak jak się nauczył w jednej z rodzin zastępczych, przeglądając się w lusterku swojego skarbu, Chevroleta Impali '67. Wsiadł do środka i ruszył w dalszą tułaczkę w stronę cywilizacji. Do miasta zawitał tuż przed południem, jednak przez zmęczenie chciał już tylko położyć się na motelowym łóżku i zasnąć. Coś jednak przykuło jego uwagę. Przez otwarte okno wpadł zapach, który pobudził wszystkie zmysły, szczególnie wilcze. Jeszcze nigdy jedzenie tak pięknie nie pachniało. Bez wahania zatrzymał się przed karczmą na obrzeżach tego nowoczesnego miasta, choć wszystko w nim krzyczało, wrzeszczało i wyrywało się by odszedł. Jedzenie było ważniejsze, choć ryzykował dużo paradując tak niedaleko granicy terenu obcej watahy. Choć... tutaj przychodzą głównie zwykli ludzie. Czuł ich wyraźny zapach, kiedy wszedł do środka pewnym siebie krokiem, od razu ruszając na podbój karczmy. Zamówił jedzenie płacąc resztkami pieniędzy które zarobił mniej lub bardziej legalnie. I tak oto po ławie powędrowało zwykłe śniadanie, jakie mieli w menu. Po zjedzeniu najpyszniejszych jajek z bekonem jakie kiedykolwiek jadł - to przez głód - wypił szklankę whisky, korzystając z przywileju kogoś, kto skończył dwadzieścia jeden lat. Tak jak sądził niemożliwością było nie natknąć się na wilka. Tak też się stało. Wyczuł go z chwilą, gdy drzwi się otworzyły a ten przekroczył próg knajpy. Na razie wiedział jedynie, że ktoś tu jest. Nie znał go, zamiarów czy nawet płci, ale sam zapach wystarczył, by Asa wszedł w stan najwyższej gotowości, jednocześnie sprawiając pozory zwykłego mężczyzny popijającego whisky.

(Znajdzie się ktoś odważny? Kolejne będzie lepsze )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz