sobota, 15 listopada 2014

od Juliette CD Ache

Nie mogę stwierdzić, że nie miałam wyboru, bo miałam. Lecz nie były one lepsze od tego. "Pieski" już nie tylko były słyszalne, ale i widoczne ich koguty rozświetlały mroczne uliczki.
On siedział już na swoim motorze nerwowo rozgrzewając silnik i susząc białe ząbki. Westchnęłam głęboko i usiadłam na skórzanym siedzeniu, nie myśląc o zaistniałej sytuacji. Czułam jak kąciki jego ust unoszą się. Wcale mu się nie śpieszyło jak twierdził wcześniej, wcale nie odczuwał strachu nad kajdanami, czy niebiesko-czerwonymi syrenami, był świadomy, że mu to nie grozi. Uniósł lekko swoją białą bluzkę i skórzaną kurtkę, przez co wyraźnie zasygnalizował, że mam objąć go w talii.
-Tak będzie wygodniej- zaśmiał się ukazując ponownie swój specyficzny uśmieszek.
-Wygodniej?-powiedziałam, brzmiąc jak jakaś histeryczka. Zmarszczyłam brwi po czym spojrzałam z ciekawości na zbliżające się radiowozy.
Nie miałam ochoty już więcej niczego komentować, miałam tylko chęć aby to wszystko dobiegło końca. Wsunęłam swoje delikatne i chłodne dłonie pod jego kurtkę, poczułam przyjemne ciepło bijące z jego ciała, ale pod żadnym pozorem moja twarz nie okazała tego typu uczuć. Poczułam też, jak chłód moich rak sprawił, że po jego ciele rozproszyły się fale dreszczy.
Ruszył pewnie i gwałtownie z piskiem opon, ufałam mu w pełni nie miałam w tym momencie wyboru.
Po woli zbliżyłam się do jego ciała, tak aby nie zauważył, opierając się o niego jednym policzkiem, ale był sprytniejszy niż mi się wydawało, odwrócił się i wysłał mi tryumfalny uśmieszek, a ja wrogo zmierzyłam go wzrokiem.
Nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak on. Znam go... kto go nie zna? Jeden z mistrzów wyścigów ulicznych. Lecz nie spodziewałam się takiego charakteru, już pierwsze wrażenie wiele daje.
Zgubiliśmy ich, dźwięk znienawidzonych przeze mnie syren ucichł, pozostało tylko ich echo w mojej głowie. Z jego umiejętnościami wcale nie było to trudne, jaki i nie było trudne wpoić mi trochę ekstremalnej jazdy do zamarzniętych żył, przez co krew ponownie płynie prawidłowo.
Zatrzymał się na jakimś pustkowiu. Nie mogę określić gdzie dokładnie to było, słyszałam tylko szum morza i fale próbujące przebić się przez skały. Jedyne co było źródłem światła, to światło bijące z jego motoru.
Byłam zdezorientowana. Nie rozumiem, ja na pewno tu nie mieszkam, on za pewnie również nie, więc nie rozumiem o co mu chodzi. Nie wierzę, że będzie mścił się na mnie z powodu tych kilku ścieżek rys na jego drogocennym rumaku. Co może mnie jeszcze tu zostawi? To byłoby nie dorzeczne.
- Złaź.- rozkazał krótko. Zrobiłam dokładnie to co mi kazał. Nie spodziewałam się jego reakcji, chociaż z jednej strony nie powinno mnie to dziwić.
Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym bez słowa zginął w ciemności,a mój krzyk również został stłumiony przez gęstą ciemność.Zniknął, nie czułam już tego charakterystycznego zapachu spalin drapiących płuca, oraz zapachu jego przesadnych perfum, które moim zdaniem wcale nie były mu potrzebne. Westchnęłam głęboko siadając na chłodnej ziemi, po chwili poczułam jakby czyjaś dłoń wędrowała po mojej, wstrząsnął mną kilka razy lodowaty dreszcz, czułam strach, kochałam mrok i tajemniczość, ale teraz jakby to wszystko odwróciło się ode mnie. Byłam pewna co do mojej nie przewidywalnej wyobraźni, że to właśnie ona płata mi w tym momencie figle i w pełni ją zignorowałam, ale kiedy coś zaczęło wędrować po mojej szyi w stronę twarzy nie mogłam dłużej trzymać strachu na wodzy, wzdrygnęło moim ciałem coś czego nie potrafię określić, po chwili oślepiło mnie światło tego nieszczęsnego motoru, a kiedy odzyskałam ostrość obok ujrzałam tego chłopaka.
-Buu!- wrzasnął mi do ucha, po czym obdarował mnie dziwnym wzrokiem.
-Na prawdę cię to bawiło?!- wrzasnęłam z pretensją wstając na proste nogi, po czym spojrzałam na niego pytająco, a żadne moje słowo nie zdołało zmyć jego stalowego uśmieszku. Kiedy wstał pchnęłam lekko go w bark i znowu, po czym mocno chwycił moje oba nadgarstki zmęczony moją dziecinną zagrywką. Przyznaje nie była w moim stylu, ale z początku pozory budzące we mnie poczucie przy nim bezpieczeństwa, czucie jego ciepła, a potem nagle zimny prysznic, były dla mojego organizmu mieszanką wybuchową, co sprawiło brak trzeźwego myślenia.
Ponownie obdarował mnie swoim uśmieszkiem, dorzucając w gratisie te jego oryginalne spojrzenie."Jak on to opanował?"- zaśmiałam się wewnątrz.
Swoimi ruchami dał również wyraźny sygnał zmuszający mnie do spojrzenia mu w te głębokie bursztynowe oczy, w których jeżeli zatoniesz nie zdołasz wyłowić żadnych większych uczuć. Moim zdaniem oczy to jedyne źródło z którego można wyczytać jak najwięcej, on dosyć dobrze chronił te źródło przed intruzami- w tym przypadku przede mną .
-Chciałabyś mi coś powiedzieć?- przechylił lekko głowę unosząc brew.
-Jesteś dupkiem- warknęłam
-Wiesz, przez słowo "dupek"-podkreślił- Rozumiem facet, który nie odwozi dziewczyny, tym bardziej tak o nieznośnym charakterku jak ty, do domu, który jest o nieokreśloną odległość stąd. Więc lepiej zastanów się jakie słowa dobierasz.
-"Dupek"-pomyślałam ponownie. Lecz jeżeli nie chce wrócić na piechotę do domu, czy budzić swoje nieznośne wilcze instynkty muszę zmienić nastawienie do osobnika, który w tym momencie ma więcej do powiedzenia niż ja.
-Ani ja, ani ty nie zmienimy miejsca położenia dopóki - przerwałam mu- Przecież przeprosiłam.- powtórzyłam
-Masz rację, ale często do takich osóbek jak ty potrzebna jest nauczka, która może okazać się najbardziej skutecznym sposobem do przekazania ci, że ze mną się nie zadziera.
-Na prawdę?- uniosłam pytająco brwi i poczułam napływ energii, uwolniłam nadgarstki z chwytu, który nie dopuszczał w pewnym momencie do moich dłoni krwi, po czym sprawiłam, że role się odwróciły.
-Złe posunięcie- pokiwał przecząco głową, przymykając powieki.
Był silniejszy, ale dowiedziałam się tego, nie po po umięśnionej klatce piersiowej, której zarysy były widoczne przez jego białą koszulkę, ale przez to kiedy wyrwał nadgarstki z moich objęć, po czym obrócił do siebie plecami, unieszkodliwiając moje ręce, zamykając w swojej jednej dłoni, a drugą ręką unoszą mój podbródek kierując do swojej twarzy. Ponownie byłam skazana by spojrzeć mu w oczy.
Po tym jego posunięciu, mój oddech stał się niestabilny, nerwowy i przyśpieszony, nie potrafiłam zapanować nad własnym ciałem, jego ruchy, były tak szybkie, a zarazem zadziwiające mnie swoją precyzją. Nie wiedziałam, czego mogę się po tym spodziewać.
(Ache?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz