Pędziła przez las za swą zdobyczą. Tym razem liczyła na powodzenie w polowaniu. Jej celem był jeleń z olbrzymim porożem, naprawdę bardzo ładny. Dyszała, bo bieg nieco ją zmęczył. W pewnej chwili znalazła się na rozległej polanie. Padało na nią światło słoneczne. Żółte, podłużne źdźbła trawy delikatnie poruszały się przez przemykający w powietrzu zefirek. Brooke przylgnęła do ziemi i teraz przemieszczała się w dziwny sposób, jakby czołgając się. Brzuchem szorowała po glebie. Coś poruszyło się nieopodal. Złapała głęboki wdech i odbiła się od ziemi, ale zamiast wbić kły w ciało ofiary, poczuła silne uderzenie i dosłownie odleciała na bok. Po zetknięciu z ziemią, przeturlała się kilka metrów. Gdy wreszcie udało jej się zatrzymać, uniosła leniwie łeb i kichnęła, bo wzburzyła w górę - przez to wszystko - tumany pyłu. Mlasnęła cicho i podniosła się. Zobaczyła nieopodal innego wilka. Zawarczała głośno i skoczyła w jego stronę. Zahamowała tuż przed nim. Momentalnie przybrała ludzką postać, a nieznajomy przed nią uczynił to samo. Ubrania Brooke były nieco zniszczone po kilku przemianach.
- Słuchaj no, koleś! - warknęła. - Kolejny raz straciłam obiad, bo ktoś mi przeszkodził! Ja mam już po dziurki w nosie tego wszystkiego! Czy chociaż raz nie mogę normalnie sobie czegoś upolować?! No nie mogę?! Uwzięliście się na mnie?! - wydarła się. Wyglądała dosyć groźnie! Jak wściekła świnka morska, ha!
(Matthew? XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz