piątek, 28 listopada 2014

Od Sharon CD Yvette

I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień w, którym wszystko się zmieniło.Ostatnie chwile w przydrożnym lesie. Już czas wyruszać, tylko wezmę jeszcze mój flet. Pobiegłam do domu i przyniosłam srebrna fujarkę. Wsiadłam do samochodu i gaz do dechy, nie wiedziałam kiedy się zatrzymać. Aż w końcu napis na budynku wszystko mi zdradził. Podjechałam. Wyszłam z samochodu i wyciągnęłam kluczyki. Tam było tak pięknie! Ale niektóre zapachy dawały mi fałszywe znaki. Poszłam do pewnej dziewczyny::
- Witam, Sharon Colede - przywitałam się nie pewnie.
- Coś mi to mówi...- spojrzała na mnie - Jak coś to dyrektorka po prawej.
- Wielkie dzięki - podeszłam w prawo. Weszłam do pokoju:
- Dzień dobry! Sharon Colede - ponownie powiedziałam.
- Tak, tak rozumiem.........tak........oczywiście........około 14?....dobrze ..... - dyrektorka skończyła rozmowę telefoniczną - Witaj skarbie! Podpisz tu i z głowy! Przeczytałam umowę dokładnie i podpisałam jednym ruchem ręki.
- To ja może pójdę do pracy - powiedziałam - Do widzenia. Do dyrektorki znów zadzwonił telefon.
- Poczekaj moja droga! Gdybyś nie wiedziała co robić zapytaj się niejakiej Yvette.
- Dobrze, do widzenia - zamknęłam drzwi. Szukałam i szukałam napisu mojej pracy. Po chwili znalazłam bar. Weszłam do niego, a tam piękne żarówki, krzesła i jeden wspaniały blat. Przy blacie czekała tam już na mnie pewna osoba:
- Cześć! Jestem Sharon.
- O! Właśnie na ciebie czekałam - dziewczyna uśmiechnęła się - więc tak zaraz opiszę Ci czym się dzisiaj zajmiesz.
Jako iż byłam nowa myślałam, że czeka mnie brudna robota, lecz to nie było tak...

<Yvette?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz