- Proszę mi zrobić kawę. - rzuciła do mnie przełożona, gdy tylko zjawiłem się w pracy.
Uniosłem brwi. Nie zatrudniłem się tu jako sekretarka. Fajne mi powitanie. Z drugiej strony nie chcę stracić roboty. Co mi tam. Podszedłem do blatu, na którym stał ekspres do kawy, wyjąłem z wiszącej szafki pierwszą lepszą filiżankę i podstawiłem pod ekspres.
- Z mlekiem czy bez? - zapytałem.
- Bez - odrzekła Umbridge (pozdrawiam wszystkich fanów HP).
Przy okazji zrobiłem też napój kofeinowy dla siebie. Nie wyspałem się, przyda mi się zastrzyk energii. Podałem filiżankę szefowej i zabrałem się do pracy. Póki co czeka mnie korekta tygodnika "Good York". Jak dorosły człowiek może zrobić tyle błędów w jednym artykule? Jak on został dziennikarzem? Czy jego komputer nie podkreśla błędów czerwoną falistą? W sumie nie ma się co naśmiewać, sam wciąż robię korekty.
- Posprzątaj biurko, będzie ci się lepiej odnaleźć! - poradziła przełożona.
- "Jeżeli zabałaganione biurko jest znakiem zabałaganionego umysłu, znakiem czego jest puste biurko?" - zacytowałem Einsteina.
Spojrzałem na zegarek. Jeszcze sześć godzin i mogę stąd iść. Byle do czternastej.
I tak było każdego dnia. Dzień w dzień, idę do pracy, pracuję, wracam do domu, oglądam telewizję, robię inne mało ciekawe rzeczy, idę spać, wstaję, idę do pracy... Czas wyrwać się z tej cholernej rutyny!
Ponieważ dnia poprzedniego był piątek, oznacza to, że dziś sobota. Upragniona sobota! Lecz i tak cały dzień zapewne przesiedzę w domu... Nie powinienem tak. Zbyt łatwo mnie wówczas zdenerwować, a to nie jest dobre, kiedy jest się potworem, tj. wilkołakiem. Ale co ja mam robić? Może by tak pobiegać. W postaci wilka, rzecz jasna. Pomysł idealny, Einsteina godny!
Ubrałem lekkie, aczkolwiek ciepłe ubranie, zamknąłem mieszkanie i udałem się do garażu. Powitała mnie tam woń, uważana przeze mnie jako jedna z ulubionych - stary olej samochodowy z nutą zapachu metalicznego. Ach, jakże bardzo ja kocham motory! Ten niespodziewany zastrzyk adrenaliny, kiedy jedziesz przez centrum miasta i robisz taki hałas, że każdy kto tamtędy akurat przechodzi ogląda się za tobą. Wyprowadziłem pojazd dwukołowy przed garaż, a ten automatycznie zamknął się za mną. Włożyłem kluczyki do stacyjki. I już pięć minut później jechałem drogą, nie czując jednak żadnego wiatru we włosach. Powodem tego mógł być kask. Ale matka moja pozwoliła mi jeździć motorem, pod warunkiem, iż będę miał kask. Nie żebym się jej słuchał, ale nie chciałem jej sprawiać zawodu. Dojechałem do lasu i od razu poczułem szczęście. Zdecydowanie leśne zapachy również mogę zaliczyć do moich ulubionych. Odstawiłem maszynę przy leśnej dróżce i wbiegłem do lasu. Od razu przemieniłem się w wilka, czując nieodpartą potrzebę pobiegnięcia w ten las jak najgłębiej. Miałem ochotę już nigdy nie wracać do zatłoczonego miasta, jednak wiedziałem, że to niemożliwe. Nagle poczułem ciekawy zapach. Po chwili zdałem sobie sprawę, iż jest to zapach innego wilkokrwistego. Podążałem za nim.
Ktoś chętny? : )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz