Siedziałam w swoim ogródku, huśtałam się na huśtawce i nuciłam sobie melodię piosenki "Wake me up", śmiejąc się sama do siebie.Wiatr rozwiewał mi włosy i czułam się błogo. W pewnym momencie gdy huśtawka byłam wysoko zeskoczyłam z niej, jak to robiłam już od dzieciństwa.Mama zawsze mnie pouczała bym tak nie robiła, ale cóż ja jestem uparta i raz skończyło się to skręceniem kostki i zdartym łokciem. Mama oczywiście spuentowała tym "gdyby kózka nie skakała bla bla bla". No nic nie ważne. Weszłam do domu i złapał mój aparat z myślą, że zrobię parę fotek z lasu, może uda mi się sfotografować coś ciekawego.Ruszyłam leśną dróżką. Dwie wiewiórki ganiały się między drzewami z wesoło postawionymi rudymi kitami. Zrobiłam im ładne ujęcie i podziękowałam. Dalej w zaroślach coś zaszeleściło i przyjrzałam się dokładniej co to takiego. Zza drzewa pokazały się dwie żywe gałęzie.A o to ten tajemniczy osobnik mrukną cicho. Potężny jeleń stał na polanie i wdzięcznie prezentował swoje poroże przeżuwając kępkę trawy.
-Oj widzę ty to musisz mieć grono wielbicielek- zaśmiałam się cicho i udokumentowałam ten dostojny okaz.
Udałam się w dalszą wędrówkę, zostawiając już jelenisko ze swoim życiem prywatnym. Po przebyciu paru metrów zauważyłam zastawione na poboczu sidła.Podniosłam jakiś patyk i rzuciłam w stronę pułapki, ona zatrzasnęła się.
-kto ma serce zastawiać takie coś, okrucieństwo. A po co? Ummm na smakowitą kiełbaskę.Jak polować to z głową!
Do głowy wpadł mi pomysł by sfotografować to i dać artykuł do gazety przeciwko takim sposobom łowiectwa.W pewnej chwili dobiegło mnie wycie.Jakby automatycznie moje ciało zmieniło się w ciało wilka.Teraz już dobrze wyczuwałam zapach tego osobnika, ale pachniał, a raczej śmierdział jakimiś ściekami, odurzający zapach. Uważnie szłam w jego kierunku y nie wpaść w zastawione jeszcze gdzieś sidła. Wycie powtórzyło się, ale nie było to zwykłe wycie, lecz takie dziwne, przykre, jakby rozpaczliwe. Byłam już coraz bliżej, skradałam się po cichu by nie zwrócić na siebie uwagi.W końcu zza gęstwiny przed moimi oczyma ukazała się czarna postać wilka.Podejść czy nie podejść.Idę! Cicho stąpałam po liściach, chodź raczej nie da się cicho.
-Przepraszam, usłyszałam wycie
-Czego chcesz?
-Spokojnie mogę ci pomóc.
Na jej łapie zauważyłam zatrzaśnięte sidło, a jej sierść była cała oblepiona ciemną, śmierdzącą mazią.
-Skąd mogę wiedzieć czy nie chcesz mnie zamordować?
-jesli miałabym to zrobić to już bym to zrobiła. Widzę, że wpadłaś w sidła i miałaś kąpiel w spływie ścieków.Mogę ci pomóc jakoś ściągnąć to dziadostwo.
-Na prawdę? Bo boli jak
-Nie kończ, dobrze wiem jak. A teraz uważaj. Wyprostuj łapę, ja postaram się rozciągnąć sidło, jak już je rozciągnę to szybko odskocz, żeby cie znów nie przytrzasnęło i jeszcze bardziej nie pokaleczyło.
-No dobra- waderera odedchnęła z przejeciem
Zaczęłam rozciągać sidło, szło to opornie bo było bardzo mocno zatrzaśnięte, a myśliwi najczęściej mają narzędzia, albo po prostu obcinają nogę. Ale żadna z tych opcji by się w tym przypadku nie sprawdziła, więc trzeba było użyć siły.
-Już!
Wadera odskoczyła, a sidło kłapnęło zatrzaskując się.
-No i proszę gotowe, chodź zaprowadzę cię do strumienia, gdzie przemyjesz łapę.jest nie daleko. Dasz radę?
-Myślę, że jakoś dam.
Pomogłam waderze w dojściu do strumienia, syczała z bólu, ale dzielnie szła do przodu.
(Iaan?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz