wtorek, 18 listopada 2014

Od Ache CD. Juliette

Ah, te powroty do szczenięcych lat. Ache lubił takie momenty, gdy mógł zachowywać się jak dzieciak. Przynajmniej nie musiał wtedy udawać kogoś innego, poważnego panicza... moment, on nigdy kogoś takiego nie udawał i raczej udawać nie będzie. Nie jego styl, ha. Wylegiwali się teraz na zimnym podłożu. Trawa była wyraźnie wilgotna, a przekonał się o tym, gdy po dłuższym czasie "leżakowania" zaczął odczuwać silniejszy chłód na grzbiecie. Ale raczej chory nie będzie, r a c z e j. Godzina była późna, co potrafił ocenić bez zegarka. Przez chwilę obserwował księżyc. Oceniając po tym, jak dużo było go już widać - stwierdził, że do pełni mało czasu pozostało. Poza tym wilczy instynkt sam mu to podpowiadał. Stracił go z oczu w momencie, gdy niebo przykryły szare chmury.
- Chyba będzie padać... - stwierdził cicho, wędrując wzrokiem po sklepieniu w poszukiwaniu choć jednego świecącego punkciku, znanego powszechnie jako gwiazda. Niestety odniósł niepowodzenie. - Chyba na pewno - dodał, uśmiechając się delikatnie. - Powinniśmy się zbierać. - stwierdził jeszcze, po paru sekundach milczenia.
Podniósł się do pozycji siedzącej.
- Niby dlaczego? - spytała Juliette, patrząc na niego zdziwionym i jednocześnie pytającym wzrokiem. Również się uniosła.
- A co, nie boisz się, że włosy ci zmokną i makijaż ucierpi? - zachichotał pod nosem, za co oberwał nielekko w prawe ramię.
- Uwielbiam deszcz. - skwitowała dziewczyna, śmiejąc się cicho.
- A taki z burzą też? Bo coś mi się widzi, że bez przytupu to te chmurki nie odejdą... - stwierdził Ache, nieufnym wzrokiem spoglądając w niebo. Ów stwierdzenie potwierdziło się, kiedy niebo rozjaśniło się na moment. Potem stłumiony huk i dźwięk podobny do pękania drzewa. - A nie mówiłem. - dodał dumny ze swych wstępnych umiejętności odpowiednich dla medium.
W kilka chwil zdążył zauważyć, że jego towarzyszka najwidoczniej nie przepada za wyładowaniami atmosferycznymi. Dla niego burza była czymś zwykłym. Może być, a może nie. Bez różnicy. Obserwował teraz J. Zadrżała przy kolejnym błyśnięciu.
- Hej, chyba taki kozak nie boi się kilku byle piorunków? - zażartował z niej, chichocząc pod nosem.
- Co? Pf, wcale nie! - mruknęła, przewracając oczami po raz enty. Nadzwyczaj często zdarzał jej się ten gest w obecności dwudziestoletniego Casasa.
Nie uwierzył w jej słowa. Dysponował odpowiednimi dowodami. Przy kolejnym huku i poprzedzającym go błysku - Juliette najwyraźniej nieświadomie przybliżyła się bliżej Ache i wtuliła w niego. W pierwszej kolejności motocyklistę ogarnęło niemałe zdziwienie, lecz dosłownie kilka sekund potem objął ją ramieniem. Skoro ją polubił to czemu nie miałby pomóc, chociażby w tak banalny sposób jak zapewnienie poczucia bezpieczeństwa poprzez przytulenie? No właśnie, czemu nie.

(Juliette? ;d)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz