Ah, te powroty do szczenięcych lat. Ache lubił takie momenty, gdy mógł zachowywać się jak dzieciak. Przynajmniej nie musiał wtedy udawać kogoś innego, poważnego panicza... moment, on nigdy kogoś takiego nie udawał i raczej udawać nie będzie. Nie jego styl, ha. Wylegiwali się teraz na zimnym podłożu. Trawa była wyraźnie wilgotna, a przekonał się o tym, gdy po dłuższym czasie "leżakowania" zaczął odczuwać silniejszy chłód na grzbiecie. Ale raczej chory nie będzie, r a c z e j. Godzina była późna, co potrafił ocenić bez zegarka. Przez chwilę obserwował księżyc. Oceniając po tym, jak dużo było go już widać - stwierdził, że do pełni mało czasu pozostało. Poza tym wilczy instynkt sam mu to podpowiadał. Stracił go z oczu w momencie, gdy niebo przykryły szare chmury.
- Chyba będzie padać... - stwierdził cicho, wędrując wzrokiem po sklepieniu w poszukiwaniu choć jednego świecącego punkciku, znanego powszechnie jako gwiazda. Niestety odniósł niepowodzenie. - Chyba na pewno - dodał, uśmiechając się delikatnie. - Powinniśmy się zbierać. - stwierdził jeszcze, po paru sekundach milczenia.
Podniósł się do pozycji siedzącej.
- Niby dlaczego? - spytała Juliette, patrząc na niego zdziwionym i jednocześnie pytającym wzrokiem. Również się uniosła.
- A co, nie boisz się, że włosy ci zmokną i makijaż ucierpi? - zachichotał pod nosem, za co oberwał nielekko w prawe ramię.
- Uwielbiam deszcz. - skwitowała dziewczyna, śmiejąc się cicho.
- A taki z burzą też? Bo coś mi się widzi, że bez przytupu to te chmurki nie odejdą... - stwierdził Ache, nieufnym wzrokiem spoglądając w niebo. Ów stwierdzenie potwierdziło się, kiedy niebo rozjaśniło się na moment. Potem stłumiony huk i dźwięk podobny do pękania drzewa. - A nie mówiłem. - dodał dumny ze swych wstępnych umiejętności odpowiednich dla medium.
W kilka chwil zdążył zauważyć, że jego towarzyszka najwidoczniej nie przepada za wyładowaniami atmosferycznymi. Dla niego burza była czymś zwykłym. Może być, a może nie. Bez różnicy. Obserwował teraz J. Zadrżała przy kolejnym błyśnięciu.
- Hej, chyba taki kozak nie boi się kilku byle piorunków? - zażartował z niej, chichocząc pod nosem.
- Co? Pf, wcale nie! - mruknęła, przewracając oczami po raz enty. Nadzwyczaj często zdarzał jej się ten gest w obecności dwudziestoletniego Casasa.
Nie uwierzył w jej słowa. Dysponował odpowiednimi dowodami. Przy kolejnym huku i poprzedzającym go błysku - Juliette najwyraźniej nieświadomie przybliżyła się bliżej Ache i wtuliła w niego. W pierwszej kolejności motocyklistę ogarnęło niemałe zdziwienie, lecz dosłownie kilka sekund potem objął ją ramieniem. Skoro ją polubił to czemu nie miałby pomóc, chociażby w tak banalny sposób jak zapewnienie poczucia bezpieczeństwa poprzez przytulenie? No właśnie, czemu nie.
(Juliette? ;d)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz