Brud, smród i ubóstwo. Od samego rana leżałem na ławce (którą swoją drogą zdążyłem zaznaczyć nazwiskiem) zastanawiając się nad sensem życia. W życiu nie myślałem o takich bzdetach, o wiele bardziej lubiłem się pogrążyć w marzeniach o piwie co wieczór, upojnych nocach.. Chociaż bardziej podpasowałoby mi to drugie. Tak bardzo brakuje mi dotyku jakiegoś naiwnego faceta lub laski. Schowałem twarz w dłoniach przeciągając się. Ciekawe czy w tej całej watasze są jacykolwiek ludzie o orientacji takiej jak ja. No chociaż.. Z drugiej strony jesteśmy w Ameryce, pełno tu takich. Na pewno ktoś w miarę doświadczony się znajdzie. Podniosłem się do pozycji siedzącej. Minęła mnie bardzo rosła, szczupła kobieta i mała - zaledwie do jej ud - dziewczynka ubrana w różowy polar. Smarkula wskazała na mnie palcem i odwróciła głowę w stronę (zapewnie) matki.
- Czemu ten pan tak śmierdzi i jest brudny? - Spytała głosem brzmiącym jak konająca mysz.
Przygryzłem wargę i pokazałem jej środkowy palec.
- A w dupę Ci ktoś kiedyś nakopał? - Syknąłem krwiście.
Dziewczynka odwróciła się na pięcie i podbiegła z krzykiem do kobiety. Ta z kolei wzięła ją na ręce i panicznie uciekła. Zaśmiałem się pod nosem.
***
Popołudniu opuściłem park i udałem się na dworzec. Jakoś niespecjalnie wiedziałem co ze sobą zrobić i gdzie konkretnie jechać. Wpakowałem się do autobusu który zapewne zaraz miał ruszać i stanąłem obok kierowcy. Ten zakaszlał zakrywając wąskie usta usadzone na okrągłej i pulchłej twarzy. Wskazał na pudełko do którego w zwyczaju wrzuca się pieniądze.
- Spadaj - Szepnąłem a on gniewnie spojrzał na mnie.
Wskazał wyjście i zmarszczył siwe brwi.
- Przepraszam - Szepnąłem ponownie, ale tym razem trochę ciszej. - Nie mam pieniędzy. Następnym razem będę miał, obiecuję.
Naturalnie skłamałem. Miałem przy sobie z dobre 7 złotych z groszami, ale nie mam zamiaru płacić za takie błahostki. I co jeszcze? W końcu musiało mi starczyć na chleb i puszkę piwa.. Przeszedłem przez cały autobus i zająłem tył. Nikogo tam nie było, z resztą ludzie usiedli jedynie w pierwszej połowie pojazdu. Wyjątkiem była para łysych, czarnych dresów odzianych łańcuchami. Ciągle śledzili mnie wzrokiem i coś tam szeptali.
- Panowie - Zacząłem dość głośno. - Wiecie, czym różni się opona od murzyna? - Rzuciłem dziarsko. "Publiczność" milczała. - Tym, że gdy założysz na nią łańcuchy to nie zacznie rapować!
Wybuchnąłem śmiechem, a oni wymienili się spojrzeniami. Szybkimi ruchami dostali się do mnie i, że ta to ujmę "dostałem po twarzy". Zrobili okropną bójkę. Co prawda broniłem się, no ale oni byli dwaj. Cały autobus się nam bacznie przyglądał.
<Ktoś pomoże albo też mnie pobije? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz