Byliśmy na otwartej przestrzeni, a na dodatku wyraźnej wysokości, więc wiatr był bardziej odczuwalny. Gładził moje policzki, plątał włosy. W pewnym momencie był tak lodowaty, że na moich policzkach pojawiło się coś na wzór rumieńców. Owszem, odwiedziło mnie sumienie, zawsze się budzi w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy z nim walczę zawsze ponoszę klęskę. Było chłodno, a on podarował moim barkom swoją kurtkę pozostawiając własne na te nieprzyjazne warunki. Kątem oka spojrzałam na chłopaka. Jakoś wyjątkowo nie okazywał chłodu który tak targał jego ciałem. Widziałam jego gęsią skórkę wędrującą po odkrytym ciele.. Westchnęłam w myślach i zadałam sobie kilka pytań na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Po chwili zbliżyłam się do niego, po czym okryłam jego kurtką nas oboje. Nie spojrzał na mnie, nadal patrzył przed siebie, ale mimo to na jego usta wprosił się uśmiech, co sprawiło, że moje również wygięły się w podkowę.
-Nie jesteś dupkiem.- powiedziałam zaprzeczając mojemu zdaniu przed kilku minut.
-A ty nie jesteś tak bezczelna, jak mi się wydawało.
-Chyba jeszcze mnie nie znasz- zachichotałam.
W pewnym momencie poczułam swobodę w jego obecności, nie licząc tego jeziora ku stóp klifu, wspominałam, że nie potrafię pływać?
-Przepraszałam już?
-Tak, ale nie dziękowałaś.-spojrzał na mnie przez chwile, po czym ponownie skierował wzrok na wysokie wieżowce New York'u.
Rzeczywiście piękny widok. Siedzisz na pachnącej trawie, drażni cię wiatr, okrążają drzewa, a tam w oddali widzisz ludzi, których jest ci żal, żal bo nie mają możliwości widzieć tego co ty. Odejść od tego zgiełku, który jest zbędny w życiu, chociaż czasami jego brak powoduje zaburzenia psychiczne.
-Dziękuje. Zadowolony?- popchałam go lekko w bark opadając na niego.
-Jeszcze nie wiesz, jak bardzo.- zachichotał, a ja zmrużyłam oczy patrząc na niego, po chwili przypomniało mi się, że nie będę miała za kolorowo kiedy wrócę do domu.
- Już pewnie chodzą po suficie.-położyłam się na trawie, odsłaniając nagie barki, a przy okazji czułam wilgoć trawy. Już małe znaczenie miał dla mnie ten cały chłód, bo wróciła rzeczywistość,a miałam nadzieję, że już nie wróci. Zagubiona, taka się czuje. Nie wiem czego już mam się spodziewać,a może wiem? Los nigdy nie będzie dla mnie łaskawy, zawsze spotka mnie coś złego. Kiedy uciekłam, wracają niczym bumerang, te chol*rne myśli. Nie chodzi mi o te o rodzicach zastępczych, czy biologicznych.
Ehh... nie ważne, gubię już się sama w sobie.
Schowałam twarz w rękach, zamknęłam oczy,a pod powiekami pustka, nic. Czasami to "nic", staje się wszystkim,a wszystko staje się niczym. Takie mam poglądy do pewnych rzeczy, więc czy życie jest logiczne? Wracam do rzeczywistości.
Po chwili słyszałam jego oddech. Leżał obok.
-Kto chodzi po suficie? Mama?
-Moja mama nie żyje, ale ta która teraz się nią nazywa za pewne.- odparłam oschle
Nasze oczy pochłonął ocen gwiazd. Były piękne, a z czasem pozwoliły mi się uspokoić i odskoczyć ponownie od rzeczywistości.
-Patrz! Widzisz?- powiedziałam przez śmiech wskazując na niebo- Spadająca gwiazda, widzisz?- krzyczałam niczym małe dziecko ujmując jego aksamitne policzki, kierując na gwiazdę.
On zaczął powstrzymywać śmiech wywołany moim zachowaniem.
-Poproś o coś rozważnego. Na przykład o inteligencje- rozkazał, zmierzyłam go wzrokiem
-Ty również, nie jestem do tego stopnia egoistką, podzielę się moją gwiazdą. Daje ci...hmm? 10% zysków?- przekrzywiłam lekko głowę śmiejąc się
-50%-negocjował.
Zachowywaliśmy się jak dzieci. Nie zaprzeczę, że nie była to przyjemna zabawa, nie posiadać problemów i zmartwień przez tę dłuższą chwilę.
-Zgoda- przyjęłam minę biznesmena i wyciągnęłam w jego stronę rękę, on z uśmiechem uścisnął dłoń.
-Co zrobisz ze swoim marzeniem?-dodał
-Wykorzystam je.
-Czego sobie zażyczysz?- spojrzał na mnie uwodzicielsko
-Wiesz, zdradzanie marzeń przynosi pecha i mogą się nie spełnić,a wtedy 50% moich zysków pójdzie w błoto zaśmiałam się.
Po chwili zapadła cisza wypełniająca nasze wnętrza w każdym calu. Patrzyliśmy jak gwiazdy toną w szarych chmurach, nie zważając czy za moment będzie padać czy nie. Kocham deszcz, jest jedną z nie wielu rzeczy, które potrafią mnie uspokoić, którą mogę poczuć i skojarzyć z dzieciństwem. Byłam już nieco zmęczona, ale jakoś jego obecność, niebo i nadzieja, że może padać sprawiają,że nie mam chwilowej ochoty na sen.
(Ache?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz