***
- Serio? - spytałam półszeptem trzymając w prawej ręce czarną kopertę z ukrytymi banknotami.
- Należy ci się urlop, już zdecydowałem. Twoja buźka, głos - młody chłopak, spojrzał na mnie z chytrym uśmieszkiem- i reszta ciała sprowadziła nam nalot fanów ostrej muzyki. Powinnaś zrobić sobie dłuższy urlop, Andrew i Michelle cię zastąpią.
Spojrzałam na blondyna lekko zdziwionym wzrokiem. Po chwili otworzyłam kopertę i widząc kilkanaście banknotów odezwałam się:
- Nieee, no ja takiej sumy przyjąć nie mogę.
Chłopak złapał mnie za rękę i cofnął ją.
- Potraktuj to jako prezent urodzinowy - popchnął mnie w stronę drzwi.
- Ale-e-e... Urodziny mam dopiero za sześć miesięcy.
- Bierz i nie marudź, karze ci wziąć trzy miesięczny urlop, jedź sobie do tego Aspin - wyszeptał i zamknął drzwi na srebrny klucz.
- Nie do Aspin tylko do Phoenix w Arizonie, tumanie... - syknęłam czując się głęboko urażona.
- Haha, przecież żartowałem - zaśmiał się głośno i poczochrał ręką moją głowę.
Nienawidzę być niska! Odepchnęłam jego rękę i ruszyłam schodami na górę. W sumie to bardzo się cieszyłam, że wyrwę się z Nowego Jorku. Wyciągnęłam szybkim ruchem połowę ciuchów z szafy i rzuciłam je na podłogę. Spod łóżka wyciągnęłam plecak moro, który pachniał sianem, co było niezwykle interesujące... Wpakowałam szybkim ruchem kilka rzeczy do plecaka, a kopertę umieściłam w wewnętrznej kieszeni. Podeszłam do okna i otwarłam je czując jak zimne powietrze ochładza moją twarz. Wzięłam głęboki oddech i spoglądnęłam na niebo. Ciemne niebo było przykryte grubymi warstwami chmur, przez co ograniczało to znacznie widoczność gwiazd. Od dawna chciałam zwiedzić chociaż niewielką część Arizony. Zobaczyć wspaniałe niebo, Wielki Kanion i poczuć wiatr we włosach. Tak chce żyć. Stać się wilkiem? Być nim już na zawsze? Żyć bez ludzkich zmartwień?
- Nigdy nie byłaś, ani nie jesteś wilkiem... - wyszeptałam i ścisnęłam skrawek czarnej koszulki. - Nigdy także nim nie będziesz. Zmarnował ci życie, nie możesz mu wybaczyć.
Opadłam na łóżko, starannie związałam sobie kucyka i przebrałam się w całkowicie inne ubranie. Zamiast czarnych ciuchów i glanów, na moim ciele prezentowała się niebieska bluza z kapturem, szare rurki i jakieś stare, potargane tenisówki z wyprzedaży. Z klubu wyszłam tylnymi drzwiami, słyszałam wesołe pokrzykiwania ludzi i jakąś spokojną muzykę...
Droga od klubu do autostrady wymagała półgodzinnego marszu. Szłam chodnikiem lekko się uśmiechając. Deszcz zaskoczył mnie w połowie drogi i byłam lekko zła, że cała przemoknę. Ustawiłam się wzdłuż wąskiej drogi, czując jak krople zwiększają się i mocniej uderzają w moje ciało. Poruszyłam ręką gdy przejeżdżała jakaś ciężarówka, lecz kierowca się nie zatrzymał. Super! Już na początku swojej drogi muszę zająć stanowisko autostopowicza. No ale cóż jak mawiał tata - zawsze i wszędzie szukaj przygody, która może zmienić los twojego życia.
<Ratunku, będę cała mokra XD Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz