Była w parku, było już późno, wole wychodzić w nocy niż za dnia, jakoś bardziej lubię tą porę.
Siedziałam na ławce, chociaż nie wiem czy można nazwać to pół siadem- pół leżem, albo pół leżę-pół siadzie, ale to tak na marginesie jakby się w to bardziej wgłębiać.
Było postać, żadnej żywej duszy, nie licząc mnie. Lecz nie przeszkadzało mimo to, współgrało to z moim wewnętrznym spokojem. Bezcelowo wlepiłam wzrok w gwiazdy.
-Gwiazd naszych wina- zaśmiałam się sama do siebie. Śmieszne jest to, że ktoś z góry podjął za nas, za mnie tak ważną decyzje, która zadecydowała o moim bycie.
Po chwili mój spokój nad którym tak bardzo pracowałam zakłócił dźwięk roztrzaskującej się czaszki o chodnik, nie uliczki stąd.
Było ich pięciu. Ona tylko jedna, ale za to silna. Wilkołak. Uśmiechnęłam się do siebie, podnosząc głowę. Nie da rady sama, musiałaby się zmienić w wilkołaka, ale wtedy się zdemaskuje.
Moment i byłam na miejscu. Skrzyżowałam ręce, oparłam się o zimną ścianę przeglądając się sytuacji.
Uderzyli ją twarz, przed moim przybyciem, krew wypływała z kącików jej ust. Jeden z mężczyzn miał zamiar wykorzystać swoją pozycje, z której mógł spokojnie ją unieruchomić, skorzystałam z jego myśli i byłam szybsza, martwy opadł na ziemie. Dziewczyna odruchowo się odwróciła i spojrzała na mnie. Ja podrzucałam kamień, z którego spływała krew. Dziewczyna bez słowa się do mnie uśmiechnęła, a ja do niej. My dziewczyny musimy sobie pomagać, a do tego wilkołaki.
-Głowa- krzyknęłam, ona automatycznie się schyliła, a nad nią przeleciał mój sztylet, który unieruchomił jednego bez czela, przygwożdżając go do ściany.
-Dzięki-odparła krótko
-Tak się traktuje damy?- zapytałam patrząc mu w oczy. Po czym wyciągnęłam sztylet i wbiłam go mu w serce, patrząc tryumfalnie jak obsuwa się ze ściany pozostawiając za sobą ścieżkę krwi.
-uważaj-ostrzegła mnie,a ja natychmiast się obróciłam łapiąc rękę mężczyzny, która chciała mnie ubezwładnić. Chwytając za nadgarstek, odpowiednią go wykręciłam zadając mu ogromny ból. Jego jęk rozległ się po okolicy.
- To cię boli? A to?- zapytałam ze złośliwym uśmiechem, po czym kopnęłam go w krocze. Zwinął się na chodniku w pozycje embrionalną.
-Przytoczyła bym cytat: "Leżącego się nie kopie", ale równie dobrze mogę tu powiedzieć: "Dziewczyn się nie bije, dżentelmenie." Więc robię co dusza zapragnie, ale mimo to postanowię nie kopać leżącego.- uśmiechnęłam się podnosząc go za podarte już szmaty. Po czym pchnęłam go na ziemię. Natychmiast wstał i rzucił się na mnie z jakimś nożem, byłam już gotowa go obezwładnić, ale dziewczyna była szybsza.
-Dziękuje-uśmiechnęłam się do niej stając obok niej, obie spojrzałyśmy na mężczyznę oddychającego już resztką życia.
-W porządku?- spojrzałam na nią.
-Jasne.- odpowiedziała krótko.
Widać było, że jest twarda. Podziwiam ją za to. Nie liczę na jakieś słowa podziękowania, chociaż nie pogardziłabym, bo mimo tego, że świetnie się bije, nie dałaby sobie rady sama.
-Nie chce nic mówić, ale tworzymy niezłą parę.- powiedziałam przy kucając przy jednym martwym mężczyźnie, wyciągając mój sztylet z jego serca, po czym przetarłam go z krwi swoją chusteczką.
-Głodna?- zapytałam, ale ona nic nie odpowiedziała, wystarczyły mi słowa jej żołądka, bez słowa poszyłyśmy razem do knajpy za rogiem.
-Nicole.
-Juliette.Chyba nie lubisz rozmawiać.
-Jakoś po tym incydencie nie mam ochoty.-spojrzała za okno unikając spojrzenia mi w oczy.
-Ja się z takimi incydentami pogodziłam.Pijesz?-zapytałam
-Nie.- odpowiedziała krótko
-Twoja strata.- wskazałam do kelnera raz- Mój zysk.
Oparłam się na łokciach, czekając na alkohol i na jej jakie kol wiek słowa rozpoczynające rozmowę.
-Dobrze walczysz-zaczęłam
-Ty też nie najgorzej- odparła, a ja się zaśmiałam
-Dzięki lata praktyki. Należysz już do watahy?
-Tak.
-Jak tam jest jak na razie jesteś 3 wilkołakiem którego spotkałam.
(Nicole ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz