poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Nicole

To było nowe miejsce, nowi ludzie, nowe doświadczenia, a ja miałam wrażenie, że wszystko już było. Przeprowadzam się już chyba 3 raz, bo za każdym razem coś jest nie tak. Tym razem nie mogę tego zepsuć, nie mam już pieniędzy na zmiany. Starannie i powoli rozczesuje włosy starając się nie ciągnąć za mocno przez co przypominają się mi ciepłe dłonie mojej mamy, która zaplata mi włosy w długiego warkocza. To było jeszcze zanim obcięłam włosy, potem chodziłam w rozpuszczonych tak jak teraz. Nakładam lekki makijaż i kieruje się do przed pokoju gdzie wkładam długie czarne kozaki na niskim obcasie i cienkie palto o jasno brązowej barwie. Robię to odruchowo, a po głowie chodzi mi tylko, że mocny i wyzywający makijaż zbytnio się rzuca w oczy. Potrząsam głową ścieram z twarzy uśmieszek, który pojawił się przy kolejnym wspomnieniu związanym z mamą, łapie za skórzaną torebkę i wychodzę na zewnątrz. Jest późny poranek około 10 rano, mam nadzieje, że nie spóźnię się na pierwszy dzień w pracy. To by było nieodpowiedzialne i niedojrzałe, a przecież już nie jestem dzieckiem...Wypuszczam ciężko powietrze i pewnym krokiem ruszam przez wydeptaną ścieżkę do mojego niewielkiego domu. Miałam być kelnerką w wilczym barze, to takie zaszczytne i dobrze płatne miejsce...Ale nie mogę narzekać, zawsze to lepsze niż bycie wilkołakiem na bezrobociu. Sprawdzam godzinę w akcie nerwowego tiku i przyśpieszam. Szybko przechodzę przez most mimowolnie zaczynam nucić w rytmie płynącej pod nim wody, ale szybko ochrząkuje. Nim się obejrzałam byłam już w mieście gdzie jak w każdym innym szanującym się miejscu zatłoczonym przez ludzi XXI wieku słychać było szum pędzących samochodów i czuć było smog drażniący mój nos. Wskoczyłam między ludzi zaciskając lekko jedną z dłoni na krawędzi rękawa palta i swobodnym krokiem ruszyłam przed siebie. Nie trwa długo gdy z ulgą znów wkraczam między drzewa. Zwalniam kroku, czekam aż przede mną pojawi się duży drewniany budynek. Gdy wreszcie go widzę przez ułamek sekundy napawam się wrażeniem przyjemnego ciepła jaki daje odcień drewna, z którego został zbudowany lokal by potem przenieść wzrok na podwójne drzwi będące głównym wejściem. Bez wahania wchodzę do środka i od razu uderza mnie to wrażenie bezpieczeństwa dla takich jak ja, które tak mocna da się wyczuć w tym lokalu. To takie ciepłe i nierealne uczucie, że mam ochotę wyjść i zrezygnować z tej pracy, ale podchodzę do baru gdzie odwrócony do mnie plecami stoi młody mężczyzna.
- Dzień dobry. Miałam objąć tu stanowisko jednej z kelnerek. Nazywam się Nicole Carey - mój głos zabrzmiał trochę oschlej niż chciałam, ale nic więcej nie mówię
- Christian Green, barman. Najwyraźniej będziemy teraz ze sobą pracować. Tam powinna być przygotowana dla Ciebie szafka z ubraniem do pracy. - odpadł tylko odwracając się do mnie i wskazując na drzwi za barem.
Kiwnęłam głową. Mówił rzeczowo, od razu przechodził do konkretów. Z takim facetem mogę jakoś pracować, ale być może moje pierwsze wrażenie jest mylne. Co mogę o nim powiedzieć...Wydaje się pełen przeciwności, ale w miarę ok. Kieruje się do wskazanych przez niego drzwi przygryzając po drodze paznokieć u kciuka. Znajduje rządek szafek, o których mówił i podchodzę do tej z napisem ,,Nicole Carey". W środku jest tylko biały fartuch na wieszaku. ,,Ubranie do pracy" to chyba trochę za dużo powiedziane, ale...Zdjęłam palto i założyłam fartuch na starte jasno niebieskie jeansy i koszule w czerwoną kratę. Moje buty tak bardzo nie pasowały do tego fartuchu, że chyba zacznę nosić baleriny na zmianę. Zostawiam torebkę w szafce razem z paltem i wychodzę wracając do barmana, którego dopiero co poznałam. Usiadłam na jednym ze stołków przy barze i jeszcze jedne raz przyjrzałam się Christian'owi jednak nie robię tego długo, bo wiem jak nie przyjemne jest bycie obserwowanym. Nie ma żadnych klientów i nie mam co ze sobą zrobić, więc zaczynam rozmowę:
- Długo tu pracujesz?
(Christian?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz