poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Christiana

Otwieram drewniane drzwi i wkraczam nonszalancko do pomieszczenia pełnego ludzi.. chwila to nie są ludzie. Otóż wchodzę do pomieszczenia pełnego wilkołaków w postaci człowieka, to bardziej trafne ujęcie zaistniałej sytuacji. Podchodzę do baru i wsuwam się leniwie na wysokie krzesło, kilka razy uderzam w dzwonek ponieważ nigdzie nie widać Eryka, kiedy jednak pojawia się na horyzoncie ja nie przestaję uderzać patrząc na niego z szerokim uśmiechem.
-Możesz przestać, to irytujące. - rzuca stając naprzeciw mnie, opiera się rękami o blat od swojej strony.
-Właśnie dlatego to robię. - uśmiecham się krzywo i przestaję kiedy widzę jego ganiące spojrzenie, chociaż wcale mnie nie obchodzi to że to go wkurza.
-Nie wierzę, że jesteś przywódcą stada. - kręci głową z lekkim niedowierzaniem. - Jesteś głupi.
-Otóż nie. To się nazywa "urok osobisty". - oznajmiam. - Nalej mi wody.
Rzuca mi spojrzenie mówiące sama miłe rzeczy. Zaczynam bujać się na krześle i przeczesywać wzrokiem pomieszczenie. Wszystkie twarze znam, nikogo nowego? Mrużę podejrzliwe oczy. Kiedy słyszę jak Eryk celowo głośno stawia szklankę macham ręką i nadal próbuję znaleźć kogoś nowego.
-Jeśli masz za..- urywa kiedy macham ręką szybciej jakbym odganiał muchę. - Christian. - wymawia moje imię, lecz ja go ignoruje. - Mamy nową. - na te słowa jednak reaguję.
-Jak to "nową"? - pytam obrzucając go sceptycznym spojrzeniem. - Czemu nic nie wiem?
-Bo dopiero przyszedłeś? - irytuje go moje zachowanie, więc w duchu sobie gratuluje.
-No i co z tego? Czemu nie wiem? - burczę ale kiedy widzę jak zaciska usta wzdycham. - Gdzie jest?
-Nie wiem, skąd mam wiedzieć? - pytanie retoryczne! Wygląda na to, że dzień dobroci dla Christiana od Eryka się skończył. Dlatego też biorę łyk wody z kostkami lodu i wracam do obserwowania, w końcu w oczy rzuca mi się jakaś nieznajoma twarz. Przekrzywiam głowę i uśmiecham się pod nosem. Wstaję z krzesła i przeczesując ręką włosy idę w jej kierunku, miło byłoby gdyby sama się pofatygowała.. kiedy dochodzę do stolika pod oknem odsuwam sobie krzesło. Dziewczyna unosi na mnie wzrok wyrwana z zamyślenia. Uśmiecham się krzywo i siadam naprzeciw niej krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Przepraszam, znamy się? - pyta, jej głos jest melodyjny i cichy lecz silny,
-Nie, ale jak widzisz mam ochotę cie poznać. - oznajmiam unosząc lekko brew. - Christian.
[Elisabeth, dokończysz?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz