czwartek, 13 listopada 2014

Od Nicole CD. Marshalla

Chłopak zdawał się czekać na piorun, który zaprzeczy temu co właśnie powiedziałam, ale słychać było tylko ciche bębnienie kropel deszczu o dach.
- Ok, a więc teraz sio. - zrzuciłam go z łóżka i jakby to miało pomóc rzuciłam jeszcze poduszką,
- Dobra, dobra, ale to wezmę. Jest śmiesznie nasiąknięta twoim zapachem. - złapał poduszkę nim zdążyłam ją podnieść i pokazał mi język.
- Ej, co? Nie, oddaj... - zacisnęłam zęby i stanęłam na równe nogi razem z nim i próbowałam mu ją zabrać. - Jak w ogóle można powiedzieć, że coś jest śmiesznie przesiąknięte czyim zapachem?
W pewnym momencie przestałam próbować i usiadłam na łóżku. Spuściłam wzrok na swoje ręce i nadęłam policzki co było nie w moim stylu. Dawno już nie robiłam miny obrażonego dziecka...
- To krępujące... - mruknęłam wzdychając i potrząsając lekko głową
<Marshall? Trochę mi weny brakuje .-.>

Od Christiana CD. Nicole

Mierzę ją uważanym spojrzeniem od stóp do głów, próbując się zdecydować. Wie na co się piszę? Uśmiecham się do nie słodko, i przekrzywiam głowę na bok. Ja mogę biegać praktycznie całą dobę, bo to lubię. W sumie który wilkołak nie lubi czuć smaku wolności który objawia się w nabieraniu prędkości? Patrzy na mnie czekając aż się zdecyduje i rzuca prowokująco. 
-Boisz się, że przegrasz z laską?- mrużę oczy, nie dam się tak łatwo podpuścić czy może wytrącić z równowagi. Myśli biegają po mojej głowie i pokazują język. 
-Uważam, iż słowo "laska" niekoniecznie tutaj pasuje.- uśmiecham się sugestywnie, na co ona traci na chwilę werwę.- Hm, umiesz przegrywać?- unoszę podejrzliwie jedną brew. 
Jej spojrzenie twardnieje i wygląda trochę na urażoną. 
-Spisujesz mnie na starty?- burczy gniewnie, uśmiecham się od ucha do ucha. 
-Owszem.-przyznaję szczerze, na co ona mruży oczy oraz wydma dolną wargę co jest rozbrajające. 
-Nie bądź niczego taki pewny.- ostrzega na co ja unoszę lekko łapę, dotykając podłoża. 
-Okay, niech ci będzie.- zgadzam się, wiedząc, że będzie zabawnie. Pazurem rysuję jedną długą w miarę prostą linie. Staję przed nią i zerkam kątem oka na wilczycę obok. Zdeterminowana i pewna siebie, już mam sprawić uwagę, iż to zazwyczaj gubi ale gryzę się w język bo sam nie jestem lepszy. Przyjmuję rozluźnioną postawę i rozciągam usta w uśmiech. 
-Gotowa?- tym razem, patrzę na nią otwarcie. 
Kiwa głową, zaciskając mocno wargi. Nagle coś mi się przypomina. 
-Nicole.- jej imię zwinnie ześlizguje mi się z języka.- Co będę miał jak wygram?
-Nadal zakładasz, że wygrasz.- burczy zdegustowana ale w kącikach jej ust czai się uśmiech. 
-Mhm.-potwierdzam, mrukliwie pod nosem.-Mam pomysł. 
Patrzy na mnie pytająco. 
-Normalnie, ścigałbym się o wiele większą stawkę.- taksuję ją spojrzeniem a ona zaciska zęby.- Aczkolwiek z miłą chęcią popatrzę jak taplasz się o tej porze z wodzie.- unoszę wyzywająco brew. 
-Okay, może być.- patrzy mi odważnie w oczy a ja potakuje głową.- Do mola?- upewnia się a ja potwierdzam skinieniem głowy. Odlicza a ja obmyślam taktykę.. no i ruszamy. Ma szybkie ruchy i dość zwinne. Jej ruchy to tak jakby latała w powietrzu, piórko lżejsze od powietrza. Uśmiecham się kpiąco pod nosem i celowo zwalniam. Widzę jak się przez chwilę waha ale ostatecznie idzie do przodu jak burza. Hm, przez chwilę zastanawiam się czy nie dać jej wygrać. Kiedy nad tym myślę, nieświadomie wyrywam do przodu i jestem z nią w równej linii. Skupiam się na równym biegu i oddechu co nie jest trudne, kiedy coś mnie wytrąca z równowagi. Jakiś zapach, obcy. Próbuję go jednak odróżnić, spróbować go do kogoś dopasować ale.. tracę rytm i nogi mi się lekko plączą. Ale mam to gdzieś, wilczyca zafascynowana biegnie dalej, jestem lekko za nią. Lecz zapach nie daje mi spokoju, już nie czuć go tak intensywnie aczkolwiek nadal jest wyczuwalny w powietrzu. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że zaczynam słyszeć gwar rozmów i muzykę. Dobiegamy do baru, co oznacza, że nieopodal jest jezioro. A ja jestem za nią, jej dodaje to siły. Przerzucam oczami, dobrze wiem, że gdybym zechciał spokojnie mogę ją dogonić. Ale nie robię tego, pierwsza przekracza linię i wbiega z ziemi na molo. Odwraca się do mnie twarzą i tak lądujemy oko w oko. 
-Wygrałam!- woła ze zwycięskim blaskiem w kącikach oczu.- Wskakuj do wody. 
Wzdycham i chowam się w las, zmieniam się w człowieka i ubrany wracam do dziewczyny która też już stoi ubrana. Lekko zaczerwieniona, chłapie chusty powietrza. Wsadzam ręce do kieszeni i zerkam na niebo. Jest już ciemno a gwiazdy są naszymi cichymi obserwatorami, które zapiszą na sobie tą historię do końca swego istnienia. Księżyc świeci się perliście, oświetlając jezioro. Jak to tak, alfa rzucająca się z własnej woli w ubrani do wody? Głupi zapach. 
-No dalej.-pogania ze zwycięskim wyrazem twarzy. Unoszę ręce w obronnym geście i staję na brzegu mola które skrzypi złowieszczo przy każdym kroku. 
-Carpe diem!*- wołam wesoło i skaczę do wody. 

*Chwytam [w dosłownym tł. łapie] dzień.

[Nicole?]

Od Christiana CD. Juliette

O mnie. To takie dwa zdradzieckie słowa, bo nie wiem co powiedzieć. Nie umiem opisać sam siebie. W sumie nic nie muszę jej mówić, równie dobrze mógłbym odwrócić się do niej plecami i odejść się napić lecz.. wzdycham.
-Nie ma co o mnie gadać.- ucinam nie siląc się na miły ton.- Typowy nastolatek. 
-No chyba nie.- przekrzywia głowę a ja wyginam usta w grymas niezadowolenia.
-Może trochę inny ale poza tą jedną rzeczą..- wzruszam obojętnie ramionami.-Jestem niegrzeczny, palę, piję i mam wszystko gdzieś.- marszczę na chwilę brwi, próbując sobie przypomnieć czy o czymś przypadkiem nie zapomniałem. 
-Żadnych pozytywnych cech?- pyta, a ma taką minę jakby twierdziła, iż po prostu żartuję i tak naprawdę jestem.. inny? Otóż nie, muszę ją zawieźć ale nie. Gdyby spadała z klifu i tylko ja mógłbym ją uratować nawet bym nie wstał. 
-A widziałaś przyjaznego aligatorka?- pytam retorycznie, kręci głową.- Masz odpowiedź. 
-Jesteś wilkołakiem, nie aligatorem.- unosi brwi i obraca między palcami kieliszek. 
-Tym bardziej to wszystko trzyma się kupy.- kiedy kończę wymawiać to zdanie, słyszę jak ktoś woła moje imię. Jezu co znowu? Odwracam się i staję twarzą w twarz z Adeline. Och jak miło. 
-Hm, co jest młoda?- pytam unosząc kąciki ust ku górze. Adelin jest lekko zaczerwieniona jakby dopiero co weszła do środka. No tak robi się coraz zimniej i lada moment można oczekiwać, iż spadnie śnieg. 
-Dużo nowych twarzy. Z kim rozmawiasz?- zerka za mnie z wesołym uśmiechem. 
-Adeline poznaj Juliette, Del to Juliette.- przedstawiam je sobie.- No to ja was zostawię, wiecie pogadajcie sobie jak kobieta z kobietą.- przerzucam oczami.- A tak poza tym, Juliette chyba zostaje u nas.- rzucam i mknę ku drzwiom. Zerkam na zegarek, zbliża się dziewiąta wieczorem. Pora wracać. Wypadam na świeże powietrze i uśmiecham się sam do siebie, czuję się pełen energii do w sumie nie jest zgodne z tym jakie mam samopoczucie. Zaraz czy to w ogóle ma sens? Wykrzywiam usta w pogardliwy uśmiecha i idę wolnym krokiem w kierunku mojego domu. Podsumowując?
Jestem cholernie głodny i zmęczony, huh.

[Adeline, Juliette?]

Od Marshall'a Cd Nicole

- Wiem - Rzuciłem i spuściłem głowę. Nogi miałem oparte o ścianę łóżka, a dłonie spoczywały złączone ułożone na pół odkrytych udach. Przejechałem dłonią po łuku brwiowym i spojrzałem na dziewczynę przez ramię. - Ale się do tego nie podpasuj, so sorry. Peszek.
- Mech - Walnęła wpatrzona w ścianę. Obróciła głowę w moją stronę. - Lubie mech.
Zaśmiałem się i schowałem piegowatą twarz w dłoniach.
- Co? Dlaczego mech? Dlaczego akurat to? - Wybełkotałem.
- Mniejsza z tym - Westchnęła. - Weź wyjdź.
- Nie wyjdę. Możesz spróbować mnie nawet wypchnąć, ale nie wyjdę.
Zapanowała niezręczna cisza. Dziewczyna siedziała wpatrzona w moje ramię nie dając najmniejszych oznak życia.
- Słyszysz? - Zawołała radośnie.
- Yyy, nie? Przecież nic nie słychać.
- No właśnie! - Uśmiechnęła się. - Burza chyba minęła.

<Nicole? Wiem, wiem, ubogo trolololol D:>

Od Nicole Cd Marshall

Nie wiem jak mam się czuć, przed chwilą jeszcze siedziałam sobie spokojnie pod kołdrą próbując przetrwać, a teraz jestem w ramionach pijanego kolesia, którego przywiozłam do siebie rzeczy wytrzeźwiał.Dość niezręczna sytuacja, pewnie normalna dziewczyna była by teraz cała czerwona i bała się ruszyć, ale cóż, nie jestem normalna o czym już wspominałam. Przyznam, że poczułam się nawet lepiej, ale niestety nie miałam najmniejszego zamiaru darować mu, że tak bez pozwolenia tu wlazł. Chwyciłam poduszkę i uderzyłam go nią w twarz.
- Po pierwsze nie nazywaj mnie ,,czika", mam imię po to by używać, po drugie wiem, że może wymagam za dużo, ale naucz się pukać, a po trzecie masz szczęście, że się umyłeś, bo chyba bym Cię zabiła. - burknęłam przyciskając poduszkę mocniej
- No popatrz od razu zrobiłaś się normalna. - wymamrotał w poduszkę i złapał mnie za nadgarstek odsuwając ją sobie od twarzy.
- A tobie jakby ubył jakiś promil z krwi. - zauważyłam zakładając ręce na piersi.
- Widzisz jestem idealnym typem pijanego mężczyzny. Jestem pijany, ale da się ze mną normalnie rozmawiać. - uśmiechnął się przy tym dumny z siebie.
Głowa mu najwyraźniej już nie dokuczała, mam nadzieje, że nie będzie też już wymiotował, bo przeboleje buty i tapicerkę, ale jak mi obrzyga coś w domu to sam będzie to czyścił.
- Świetnie. Możesz sobie już iść, wiesz? - spojrzałam na niego wyczekująco, a za oknem uderzył piorun przez, który ledwo zauważalnie się wzdrygnęłam.
Teraz powinnam sobie już jakoś dać rade, a jego obecność na pewno nie pomoże mi zasnąć.
<Marshall ;-;?>

od Juliette do Ache

Uwielbiam ten zapach spalin poczciwych motocykli. Ten powiew ryzyka zmieszany z wewnętrznym, głęboko wepchanym w otchłań umysłu strachem i pragnieniem poczucia tej adrenaliny. Niestety nie mam takiego cacuszka, jakim jest dwukołowy rumak. Mój rumak, akurat ma cztery koła i stoi dwie ulice stąd. Schowałam ręce w kieszenie i wędrowałam po dwukołowcach, czułam jak ich kierowcy wlepiają wzrok na mnie, z tego powodu na mojej twarzy pojawił się uśmieszek.
Weszłam w tłum, który z upragnieniem oczekiwał na rozpoczęcie wyścigu.
Po chwili poczułam jak ktoś niezadbanym ruchem popchał mnie z taką siłą, że niespodziewanie poleciałam na czyjś motor, przewracając go.
Nie zadbałam o podniesienie go, czy coś w tym stylu.Po prostu odwróciłam się o 180 stopni, krzyżując ręce i idąc przed siebie jakby nigdy nic. Po chwili usłyszałam pewien głos, który nieomylnie został skierowany do mojej niczego winnej osoby.
-Ej ty! - słyszałam męski głos. Przystanęłam.- Tak ty.- Podszedł bliżej mnie.
-Co to ma znaczyć?-wskazał na motor, wywnioskować mogę, że zapewne był jego własnością.
-Rumak, piękny. Chciał sobie odpocząć, więc się wylega na bruku- uśmiechnęłam się
-Tak? Odpoczywa? A może pewna panienka niefortunnie go przewróciła?- zapytał się nie chcąc uzyskiwać odpowiedzi.
-Okej to ja.-spojrzałam mu w oczy- Zadowolony?- zapytałam biegając wzrokiem po jego ciele.
-Nie.- odpowiedział krótko, z uśmieszkiem, który mnie zaniepokoił. Miałam wrażenie, że w jego głowie szykuje się misterny plan.
-Przepraszam.A teraz?- zapytałam naciskając. Miałam szczerą nadzieję, że się ode mnie odwali.
Nie miałam ochotę z nim zadzierać, ale miałam dziwne przeczucie, że tak łatwo nie będzie.

(Ache?Na marginesie świetna postać. )

od Juliette Cd. Nicole

Na mojej twarzy pojawił się uśmieszek, moje usta zatonęły w drogim alkoholu zamówionym przed chwilą.
-Damy lekkich obyczajów-zaśmiałam się- Nienawidzę ich- odpowiedziałam oschle, a uśmiech zmył się w raz z dobrym humorem-Nie mówię, że sama nie lubię sek*u, no ale to już przesada dawać dupy każdemu lepszemu?- rozejrzałam się po sali.- Damy lekkich obyczajów, raczej...- poczułam wzrok kelnerki na sobie przerywając.-My podziękujemy, proszę rachunek-wysłałam jej mimowolny uśmiech.
Odprowadziłam ją gniewnym wzrokiem.
-Nie rozmawiajmy o kobietach, które mają się za ... Ch*lera! braknie mi dla nich słów.
-Nie przepadasz za nimi?- uniosła brew
-Mam ochotę złapać ich za te kłaki i roztrzaskać czaszkę o bruk, kiedy tylko na nie spojrzę.- odparłam spokojnie.
Zboczyliśmy na nietrafny temat. No, ale często przecież schodzi się z tej właściwej drogi na bok. "Ach te babskie pogaduchy."- zaśmiałam się w głowie.
-Wiesz gdybym lepiej cię znała zaczęłabym gadać o facetach- zaśmiałam się
-Powiedz jak ci się tu mieszka?- powiedziałam wygodnie się rozsiadając.-W prawdzie mieszkałam tu jako dziecko i znałam każdy zakątek, ale dawno mnie nie było... Może polecisz mi jakieś miejsce, nie wiem. Chcę nawiązać jakiś ciekawy temat, chyba, że masz jakiś? -spojrzałam krzyżując ręce i lekko unosząc kącik ust.

(Nicole? Piszesz świetnie, a ja przepraszam za to głupie opowiadanie ;C )